FiM – Chorzy na Caritas

Jak wydać pieniądze na pomoc niepełnosprawnym, nie pomagając im? Szkolenia na ten temat mogą prowadzić duchowni z Caritasu diecezji świdnickiej.

Jedną z form terapii osób niepełnosprawnych są warsztaty terapii zajęciowej. Ich zadaniem jest pomoc w dostosowaniu społecznym.

Po licznych zmianach zasad finansowania mamy w Polsce 632 warsztaty, z czego około połowę prowadzą instytucje Kościoła rzymskokatolickiego. Kosztuje to Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych ponad 144 miliony złotych rocznie.

Jak te pieniądze są wydawane, zobaczymy na przykładzie powiatu kłodzkiego. Tam w 2007 roku warsztaty terapii zajęciowej, podczepiając się pod państwową gotówkę, założył Caritas diecezji świdnickiej. Jej kierownictwo podchodziło do tematu trzykrotnie (2005–2007). Dwa razy pomysł odrzuciły lewicowe władze powiatu ze względu na braki w kwitach. Ale jesienią 2006 roku władzę w powiecie kłodzkim przejęła koalicja PO-PiS i natychmiast okazało się, że to właśnie Caritas powinien prowadzić warsztaty terapii zajęciowej w okolicach Kłodzka. I stało się.

Na razie działalność kłodzkiego WTZ kosztowała PFRON ponad 662 tys. (dotacja na remont i adaptację kościelnego budynku w Starym Wielisławiu i bieżące funkcjonowanie). Władze powiatu przyjmowały bez mrugnięcia okiem wszystkie rozliczenia Caritasu. W lipcu 2008 roku na kontrolę do kościelnych warsztatów terapii zajęciowej wpadli przedstawiciele Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Zamarli z przerażenia, a następnie swoje uwagi spisali na 22 stronach protokołu. Można go streścić jednym zdaniem: Caritas diecezji świdnickiej okradał państwo i osoby niepełnosprawne.

A oto ustalenia najciekawsze:
# wypłata przez powiat Kłodzka pełnej dotacji za rok 2007 i 2008 na funkcjonowanie WTZ, choć placówka rozpoczęła swoją działalność dopiero 1 kwietnia 2008 roku;
# Caritas nie prowadził żadnych ksiąg rachunkowych warsztatów. Bez tego nie udało się kontrolerom ustalić, na co przeznaczane były dotacje z PFRON. Jego wysłannikom pokazano luźne zbiory faktur dokumentujących zakupy, które nie mają żadnych związków z pracą WTZ, oraz oświadczenia (sic!) księdza dyrektora Caritasu Radosława Kisiela i jego głównej księgowej, że za pomocą karty kredytowej regulowali jakieś bliżej niesprecyzowane zobowiązania WTZ. Pewną poszlaką, na co tak naprawdę były przeznaczane dotacje od państwa, są faktury za zakup paliwa i naprawy samochodów Caritasu, którymi dowożono uczestników warsztatów. Tyle że w tym czasie takie usługi dla kościelnej jednostki, też za pieniądze z PFRON, wykonywały prywatne firmy;
# Caritas przyjmował uczestników warsztatów bez dokumentacji lekarskiej, na podstawie której należało stwierdzić, czy dana osoba może w ogóle uczestniczyć w tego typu terapii;
# nadużycia dotyczące przebiegu prac remontowych i adaptacyjnych. W protokole czytamy np.: „(…) pokazano nam dokumenty, które z jednej strony potwierdzają zastosowanie procedury zamówienia publicznego, zaś z drugiej (…) iż takiej procedury nie zastosowano. W dokumentacji znajdują się oferty dwóch potencjalnych wykonawców (nie można wykluczyć, że sporządzone przez tę samą osobę) odwołujące się do ogłoszenia o (…) przetargu. Nie potwierdzono jednak publikacji ogłoszenia o nim (…)”;
# kontrolerom z PFRON-u nie spodobało się, że pracownikami warsztatów byli nie tylko pracownicy Caritasu, ale i Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, które miało WTZ nadzorować. Osoby te zawierały same ze sobą umowy o pracę, a nawet same się rozliczały;
# na warsztatach prowadzonych przez Caritas zastosowano specyficzną definicję kwalifikacji zawodowych niezbędnych do pracy z osobami niepełnosprawnymi. Takie kwalifikacje normalnie zdobywa się na studiach (pedagogika opiekuńcza, rehabilitacja, pielęgniarstwo). Ale ksiądz Kisiel uznał, że wystarczy technikum mechaniczne (pierwszy kierownik WTZ) i udział w imprezach gwiazdkowych dla dzieci (drugi kierownik WTZ, prywatnie zięć pani dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie). Fachowców od terapii kształcą także na teologii oraz Akademii Rolniczej;
# kontrolerzy PFRON ujawnili także, że państwo płaciło za trzydzieści pięć godzin zajęć w tygodniu, zaś w rzeczywistości Caritas zapewniał swoim podopiecznym opiekę maksymalnie przez 18–20 godzin. Co ciekawe, pomimo takiej organizacji pracy WTZ jego pracownicy regularnie otrzymywali wynagrodzenie za… nadgodziny;
# według PFRON, część uczestników warsztatów to tak zwane martwe dusze. Ktoś pobierał za nie środki (kieszonkowe) w ramach tak zwanej edukacji ekonomicznej. Księża umieścili te osoby na liście wypłat i uczestnictwa w WTZ bez ich wiedzy. Takie działanie to zwykłe oszustwo plus fałszowanie dokumentów.

Ksiądz Radosław Kisiel, dyrektor Caritasu diecezji świdnickiej, w specjalnym wystąpieniu do PFRON uznał wszystkie zarzuty kierowane pod adresem kościelnej organizacji za absurdalne. Na szczęście normalny dyrektor oddziału dolnośląskiego odrzucił takie wyjaśnienia duchownego i nakazał zarządowi powiatu zrobienie porządków. Na liście zaleceń znalazła się najbardziej dotkliwa sankcja, czyli nakaz zwrotu przez Caritas na konto powiatu wszystkich nienależnie pobranych dotacji (według naszych ustaleń, w grę wchodzić może kwota ok. 300 tys. zł!). Panowie starostowie: Krzysztof Baldy z PO i Marek Jagódka z PiS nie mieli ochoty na polemikę z pracownikami PFRON. I zobowiązali się do wypełnienia wszystkich zaleceń.

Sprawa WTZ to wcale nie jedyny problem Caritasu diecezji świdnickiej. W Nowej Rudzie zbuntowali się jej ubodzy mieszkańcy, którzy otrzymali skierowanie na obiady do kościelnej stołówki. Powód?

Caritas zamyka ją na miesiąc w czasie wakacji. Łyka jednak chętnie pełne miejskie dotacje za jej prowadzenie.

Czy to odosobniony jednostkowy przypadek? Otóż nie. Już w 2004 roku Najwyższa Izba Kontroli alarmowała, że na wielu kościelnych warsztatach terapii zajęciowej dzieją się takie rzeczy jak w Starym Wielisławiu. Publiczne miliony złotych są planowo rabowane. Na liście znalazły się między innymi placówki prowadzone przez Caritas diecezji płockiej, Caritas archidiecezji katowickiej, Ośrodek „Najświętszego Serca Jezusa” w Rudzie Śląskiej. Nikt wtedy ostrzeżeń NIK nie potraktował poważnie.

Tak samo zresztą jak naszych publikacji o innych działaniach Caritasu, takich na przykład jak wydawanie na inne cele pieniędzy zebranych na pomoc ofiarom katastrof i klęsk żywiołowych (FiM 46/07), wątpliwy Fundusz Stypendialny Caritas finansowany przez państwowe firmy („FiM” 16/08) i sfinansowanie pod hasłem pomocy potrzebującym luksusowej daczy arcybiskupa Głódzia („FiM” 40/07).

 [2008] FaktyiMity.pl Nr 40(448)/2008

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: