Tajemnice rodziny Caritas

Czy żywność dla ubogich z Unii Europejskiej, dzielona przez Caritas Diecezji Toruńskiej, w całości trafiała do potrzebujących? Sprawę bada policja. Mieszkańcy podbydgoskiego Czarża, wsi, w której przerabiano produkty, mają poważne wątpliwości.

Caritas jest jednym z partnerów Agencji Rynku Rolnego, czuwającej nad realizacją programu „Dostarczanie nadwyżek żywności najuboższej ludności Unii Europejskiej”. – Rozporządzenie Komisji Europejskiej oraz umowa na dostarczenie i dystrybucję gotowych artykułów spożywczych pomiędzy agencją a Caritas Polska nie przewidują możliwości przekazywania tych artykułów do zakładów w celu ich dalszego przetwarzania – mówi Iwona Ciechan, doradczyni prezesa ARR ds. kontaktów z mediami. – Produkty mają trafiać do potrzebujących w takiej formie, w jakiej trafiły do organizacji. Mogą być też wykorzystywane do przygotowywania posiłków dla najuboższych w placówce organizacji, czyli stołówce lub jadłodajni.

Barter, czyli setka za setkę

Co tymczasem robił Caritas Diecezji Toruńskiej? Jego dyrektor ks. Daniel Adamowicz zawarł umowę barterową z piekarnią, prowadzoną przez swojego krewniaka w rodzinnym Czarżu pod Bydgoszczą. Przekazywał jej mąkę, cukier, masło, mleko i dżemy, w zamian oczekując chleba i słodkich wypieków dla ubogich studentów mieszkającej w bursie Caritas w Przysieku pod Toruniem. Już to agencja uznała za złamanie zasad umowy. Kluczowym wątkiem pozostają jednak ilości towarów, które trafiały do Czarża i liczba wypieków, która wracała do studentów.

Według ks. Adamowicza, współpraca była racjonalna. – Ile samej mąki byliby w stanie zjeść nasi studenci? – pyta. Tłumaczy zarazem, że umowa z piekarnią „StanMar” Stanisława i Marleny Szczęsnych polegała na wymianie: Caritas daje towar za 100 złotych i oczekuje pieczywa za 100 zł. Ksiądz nie miał żadnych sygnałów od intendentki ani księgowej, by rozliczenia się nie zgadzały. Intendentka jest jego bratową.

Tylko w 2009 roku Caritas przekazał piekarni około 35 ton mąki. Wszystkich towarów zaś na kwotę 42 tysięcy złotych. W zamian codziennie do bursy miało trafiać około 20 bochenków chleba oraz – od czasu do czasu – drożdżówki i pączki. I trafiało. Sęk w tym, i zaznacza to Henryk Igliński, dyrektor Agencji Rynku Rolnego w Bydgoszczy, że liczby jakoś nie pasują. Ze wstępnych danych, którymi dysponuje agencja, wynika, że ubogim wydano zaledwie połowę bochenków chleba, które można by upiec z mąki przekazanej Caritas przez agencję.

Na początku lutego do piekarni, a także do bursy Caritas w Przysieku wkroczyli funkcjonariusze policji gospodarczej z komendy wojewódzkiej w Bydgoszczy. Zabezpieczyli żywność i dokumenty.

– Sprawa jest w toku. Nikomu jeszcze nie postawiono zarzutów – mówi Monika Chlebicz, rzeczniczka kujawsko-pomorskiej policji. Zaalarmowano też agencję, która wszczęła kontrolę. Jeśli nieprawidłowości się potwierdzą, Caritas może zostać pociągnięty do odpowiedzialności finansowej.

Rodzina w imperium Caritas

Czarże, gmina Dąbrowa Chełmińska – rodzinna wieś księdza Adamowicza. Do dziś mieszkają tu jego rodzice Maria i Paweł, brat Arkadiusz (kierowca w Caritas) z żoną Beatą (intendentką w Caritas), siostra Emilia („Pracuję w Przysieku” – mówiła nam w styczniu. Dziś jej brat tłumaczy, że tylko pomagała w ramach umowy wolontariackiej) z mężem Kazimierzem (też pomagał w Caritas).

– To ludzi w oczy kole – mówią czarżanie. Wiedzą też, że Stanisław Szczęsny, właściciel piekarni, sklepu i cukierni „StanMar” to krewniak księdza Adamowicza.

– Tak, ale daleki – mówi duchowny. – To krewniak po mieczu. Dokładnie syn siostry mojej cioci, która była bratową mojego ojca. Ale nie utrzymywaliśmy rodzinnych kontaktów. To człowiek starszy ode mnie, nie z mojego pokolenia. Zdecydowałem się akurat z nim zawrzeć umowę barterową, bo wcześniej bezpłatnie, w darze, przekazywał nam chleb.

Te słowa w Czarżu budzą rozbawienie. – Rodziny Adamowiczów i Szczęsnych kiedyś blisko sąsiadowały ze sobą, za wałem. Poza tym, bracia piekarza, Jerzy i Kazimierz, to ludzie już młodsi, pokoleniowo bliscy księdzu – przypominają mieszkańcy wsi.

W małej miejscowości nic się ukryje. Ludziom nie umknęło i to, że w 2009 roku piekarz pobudował się w trzech miejscach, zabezpieczył rodzinę. Z dziennikarzami rozmawiać nie chce. Żona Marlena rozmowę telefoniczną kończy po dwóch zdaniach. Jest rozbawiona pytaniami.

Z tej mąki były bułki?

Bożena Oświecińska przepracowała w piekarni w Czarżu łącznie jakieś cztery lata. Sprzątała, porządkowała magazyn. Pracowała do grudnia 2009 roku.

– Chcę dać świadectwo prawdzie. Tego, co widziałam, jestem pewna – zapewnia. – Potrafię liczyć i wiem, że mąka, cukier i inne produkty, które trafiały ogromnymi partiami z Caritas do piekarni, nijak się mają do liczby pieczywa i pączków, które wracały do Przysieka. Miesiącami oglądałam paki żywności w magazynach i widziałam, co się z nimi robi. Trafiały do bieżącej produkcji.

Mąka – według Bożeny Oświecińskiej – przywożona była raz na dwa-trzy tygodnie. Zapakowana była w kilogramowe paczki, opisane jako produkt unijny. Wiązało się to z pewną trudnością dla pracowników piekarni, bo normalnie korzystają z mąki zgromadzonej w silosach. – Tę caritasową, z paczek, musieli ręcznie rozpakowywać i wsypywać do kotłów, podstawianych pod mieszadła. Z tego ciasta codziennie robiło się bułki. Setki. Oczywiście, nie wszystkie sprzedawano w Czarżu. Piekarnia wozi je też do Bydgoszczy – relacjonuje kobieta. (Potwierdzają to np. mieszkańcy Fordonu, kupujący czarżeńskie wypieki.)

Chcę rozmawiać z policją!

Podobnie miało być z caritasowym cukrem. Rzekomo też przywożono go w dużych partiach i wykorzystywano na bieżąco.

– Dziewczyny z cukierni go nie chciały, bo był zawilgocony. Termin przydatności do spożycia był w porządku, tak jak i mąki. Tylko przez tę wilgoć kryształ zamieniał się w stwardniałe bryły. Ale szef kazał, więc pracownice go używały – dodaje Bożena Oświecińska. – Z tego, co wiem, bochenki chleba do Przysieka zabierał z Czarża Arkadiusz Adamowicz. Czasem widziałam też, jak pobierano w niewielkiej liczbie słodkie wypieki. Może dla pracowników Caritas? Większe partie przygotowywało się dla bursy przed świętami, Dniem Dziecka, Dniem Papieskim, festynami. Jestem przekonana, że produktów z Caritas było w piekarni o wiele więcej niż wyprodukowanego z nich pieczywa dla studentów. Jeśli będzie trzeba, powtórzę to przed policją.

Na funkcjonariuszy czeka też inny były pracownik piekarni – Ryszard Żabicki. W „StanMarze” przepracował 10 lat na różnych stanowiskach, między innymi, jako konserwator maszyn piekarniczych. Do Stanisława Szczęsnego ma żal, bo okazało się, że nie płacił za niego regularnie ubezpieczenia. Zamiast dekady, zaliczone ma – jak twierdzi – 3,5 roku pracy.

– Zawsze można powiedzieć, że sypie pan powodowany chęcią odwetu – zauważamy.

– Zły jestem, ale swoje wiem. I dziwię się, że nikt z policji jeszcze do mnie nie zajrzał – odpowiada Żabicki.

„Stachu, na co tyle tej mąki?” – miał pytać byłego pracodawcę, obserwując kolejne palety darów. Mówi, że bardzo dziwił go cały proceder. Tyle mąki, cukru, dżemów, masła. Tak za darmo…

– A tego chleba i pączków dla Przysieka – co kot napłakał… – mówi czarżanin. – Zresztą, wiele osób z piekarni orientuje się w sytuacji. Ale ten, kto jeszcze pracuje, mówić nie będzie.

We wsi coraz częściej przypomina się też imprezy sportowe i strażackie. Podobno i na nich zakąsić można było nadwyżką unijnej żywności. Czy to jednak możliwe, by Koło Gospodyń Wiejskich, przygotowując poczęstunek, nie zwróciło na to uwagi?

* * *

– Zaniepokoił się ktoś nierozumiejący zasad umowy barterowej. Pewnie w dobrej wierze, ale niepotrzebnie – mówi ks. Daniel Adamowicz. Przypomina zasługi Caritas Diecezji Toruńskiej na niwie pomocowej. To w końcu organizacja charytatywna zaangażowana w dziesiątki rozmaitych przedsięwzięć, dzieląca pomoc ogromnej wartości. Duchowny ubolewa nad obecną sytuacją, ale spokojnie czeka na wyniki policyjnego postępowania. To może potrwać kilka miesięcy.

Fakty

Przecież biedny student mąką się nie naje… Ks. Daniel Adamowicz przypomina, że 2007 r. w Warszawie odbyło się forum koordynatorów unijnego programu, w ramach którego Agencja Rynku Rolnego przekazuje żywność dla ubogich. Kierujący wówczas agencją Piotr Kondraciuk wyraził wtedy akceptację dla przerabiania mąki na chleb. Dyrektor Caritas Diecezji Toruńskiej przyznaje jednak, że popełnił błąd, bo nie upewnił się w ubiegłym roku, czy ta akceptacja nadal obowiązuje.

– I okazało się, że to, co wcześniej było dopuszczalne, obecnie już nie jest – mówi. – Byłem w centrali ARR, przedstawiłem dokumentację i usłyszałem, że wypiekanie pieczywa z darowanej mąki jest zakazane.

Duchowny zapowiada, że jeśli ARR oraz prowadząca postępowanie wyjaśniające policja dojdą do wniosku, że dopuścił się wykroczenia, będzie walczył o zmianę nieracjonalnych (jego zdaniem) przepisów na szczeblu europarlamentu. Przedstawi sprawę europosłom z regionu i postara się ich przekonać, że przerób unijnych nadwyżek żywności to praktyka, gwarantująca ich sensowne wykorzystanie. Bo biedny student mąką się nie naje.

[2013.12.16] Nowosci.pl

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: