FiM – Obiadki à la Caritas

Caritas, wykorzystując luki w polskim prawie, prowadzi nieuczciwą grę, eliminując konkurentów, drobnych przedsiębiorców. Stawką są setki milionów złotych.

Jak pokazuje rzeczywistość Polski parafialnej, Caritas w wielu miastach zaczyna przejmować lokalny rynek pomocy społecznej, sporo za to inkasując. Oficjalny św. Mikołaj polskiego episkopatu, jakim się mieni ta kościelna firma, ma niemal monopol na pozyskiwanie państwowych dotacji dla organizacji humanitarnych. Do tego dochodzą np. kary zasądzone w sądach – ogromna większość z nich zasądzana jest na Caritas. Cały wachlarz podatkowych zwolnień oraz dotacji stawia ją na czele najbogatszych organizacji pozarządowych.

Posługa miłosierdzia kosztuje, i to coraz więcej. Płacą za nią państwo i samorządy, często kilkakrotnie wpompowując kasę na ten sam cel. Dotują sponsorzy odpisujący sobie przekazane kwoty od podatku, oraz bezwiednie my, podatnicy. Nieodprowadzający podatku Caritas opływa w dostatki, a jest mu wciąż mało. Wychodzi więc na żer, rywalizując z drobnymi firmami w przetargach i połykając je już na starcie. Mając w zanadrzu subwencje, upusty, darowizny, może dyktować ceny. Odkrywa ciągle nowe drogi do najbiedniejszych… by na nich zarobić. I wszystko w majestacie prawa! Caritas jest nietykalny, nie obowiązują go kontrole wydawania publicznych pieniędzy, paragrafy o nieuczciwej konkurencji czy o monopolistycznych praktykach.

Ostatnim hitem Caritasu są szkolne stołówki. Przejęcie przez nich tego sektora dałoby mu miliony złotych
rocznie. Ustawa o zamówieniach publicznych zobowiązuje szkoły, które pozbyły się własnych stołówek do organizowania przetargów na dostawcę obiadów dla uczniów. Smak pieniędzy od razu wyczuł m.in. Caritas diecezji gliwickiej. Wygrywa kolejne konkursy na dostawę posiłków dla uczniów, zaniżając ceny swoich usług i eliminując tym samym konkurentów. Za obiady płaci oczywiście państwo i lokalny samorząd. Na własnej skórze, a raczej firmie, odczuwa nieuczciwego intruza Zofia Olech (na zdjęciu) z Zabrza, która od pięciu lat współpracuje ze stołówkami. Wydzierżawiła od jednej ze szkół część budynku i zainwestowała majątek w remont oraz zakup i utrzymanie sprzętu kuchennego.
– Konkurując z Caritasem, nie mam szans. To jest rywalizacja nieuczciwa, kiedy organizacja, która nie płaci podatków i jest dofinansowywana z każdej strony, występuje w przetargach jak równy partner – oburza się Zofia Olech, właścicielka FHUP „Jędrek”.

Metoda Caritasu jest prosta. Zbija cenę usługi o kilka groszy na jednym posiłku. Dla dyrektorów szkół liczy się prosty rachunek, kto sprzeda im obiady najtaniej. Caritas przejął już w Zabrzu 3 stołówki. Przed końcem roku przystąpi do kolejnych przetargów. Zofia Olech już wie, że zbankrutuje.

W mieście ze szkolnych obiadów korzysta rocznie około 4 tys. najbiedniejszych uczniów. Jak powiedział „FiM” Edward Orpik z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Zabrzu, obiady finansowane są przez państwo, które płaci rocznie 560 392 zł, i miasto, które wydaje na nie 1 496 000 zł.
– My płacimy czynsz, musimy odprowadzać podatek, nie mamy żadnych gratisów z marketów czy pieniędzy od sponsorów. Przy mniejszej ilości wydawanych obiadów pójdziemy z torbami – żali się pani Olech.

Wchodzący na rynek komercyjny Caritas w ubiegłym roku dostał od władz Zabrza pół miliona złotych. Żyć nie umierać. Pracownicy Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów odsyłają poszkodowanych do sądu, zaś Urząd Zamówień Publicznych nie widzi problemu. Urzędnicy mający dbać o respektowanie zasad uczciwej konkurencji „chowają głowę w piasek” w obawie przed boskimi pomazańcami. Czyżby groził nam monopol Kościoła także w innych branżach?

——————————————————-

Prawo działalności gospodarczej (DzU z 1999 r. nr 101, poz. 1178) podaje w artykule 2, że działalność gospodarcza to zarobkowa działalność wytwórcza, handlowa, usługowa oraz poszukiwanie, rozpoznawanie i eksploatacja zasobów naturalnych, wykonywana w sposób zorganizowany i ciągły. Prowadzić ją mogą (ustęp 2 art. 2 ustawy) osoby fizyczne, osoby prawne oraz spółki prawa handlowego, które zawodowo we własnym imieniu podejmują i wykonują działalność gospodarczą.

Sławy polskiego prawa: prof. Cezary Kosikowski ze Szkoły Głównej Handlowej (w pracy „Polskie
publiczne prawo gospodarcze” Warszawa 2000) czy prof. Marian Zdyb, sędzia Trybunału Konstytucyjnego (w pracy „Działalność gospodarcza i publiczne prawo gospodarcze”), do przedsiębiorców zaliczają także stowarzyszenia. Wychodzą oni z prostego założenia, że nie jest ważne, na co idzie kasa, tylko sposób, w jaki się zarabia. Tymczasem rzecznik prasowy Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Alina Urban uznała, że Caritas i inne organizacje społeczne nie są przedsiębiorcami. Tym samym  – nowa, twórcza interpretacja prawa zwalnia 220 pracowników Urzędu z wykonywania obowiązków. A powinni oni zareagować na opisane przez nas zachowanie Caritasu, zgodnie z ustawą o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (ustawa z dnia 16.04.1993 r., DzU nr 47, poz. 211 z 1993 r.  z późniejszymi zmianami; artykuł 15 określa, co jest nieuczciwą konkurencją). Polskie prawo uznaje, że jest to utrudnianie innym przedsiębiorcom dostępu do rynku, na przykład poprzez sprzedaż towarów lub usług poniżej kosztów ich wytworzenia lub świadczenia (…) w celu eliminacji innych przedsiębiorców.

Polskie prawo daje prezesowi Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów prawo złożenia do sądu pozwu przeciwko firmie walczącej z konkurencją przy pomocy zakazanych metod. Może się on domagać, aby oferujący po zaniżonych cenach swoje usługi zaniechał tego i usunął skutki swoich działań – głównie chodzi tu o odszkodowania, publicznie przeprosiny poszkodowanych oraz wpłatę pieniędzy na polską kulturę.

Tymczasem jedynie w Związku Rzemiosła Polskiego sprawę traktują poważnie. Pani Anna Oręziak (zastępca dyrektora Zespołu Polityki Ekonomicznej i Promocji Gospodarczej) wyjaśniła nam, że Związek wielokrotnie zwracał uwagę prezesowi Urzędu Zamówień Publicznych na luki w ustawie oraz bezczelne zachowanie urzędników. Na żadne z pism nie uzyskano odpowiedzi…

Na koniec zostawiliśmy Urząd Zamówień Publicznych.

Rzecznik prasowy prezesa owego urzędu, Anita Wichniak-Olczak, wyjaśniła nam, że nie ma sprawy. Stwierdziła, że zachowanie Caritasu i komisji przetargowej jest zgodne z prawem. My jednak zabraliśmy się za uważną lekturę Ustawy o zamówieniach publicznych (Dziennik Ustaw, tekst jednolity z roku 1998 nr 119, poz. 773 z późniejszymi zmianami)  i natknęliśmy się na ustęp 2 artykułu 9. Daje on prezesowi Urzędu Zamówień Publicznych prawo do czytania akt dotyczących dowolnych przetargów oraz prawo żądania wyjaśnień dotyczących przebiegu realizacji zamówień publicznych – od każdego, kto wydaje kasę podatnika (ministerstwo, urząd gminy itp.).

Ponadto artykuł 27a nakazuje organizującemu przetarg publiczny odrzucić ofertę, która stanowi czyn nieuczciwej konkurencji. Stosowanie zaniżonych cen jest tu klasyką. Wniosek: w polskim „państwie prawa” łamie się wszelkie obowiązujące przepisy, a urzędy, które mają stać na straży tego prawa, nie za nic mają swoje obowiązki w tej kwestii.

[2003] FaktyiMity.pl Nr 1(148)/2003

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: