Niekulawy interes

Miłosierdzie Caritasu jest pozorne. W istocie chodzi o pieniądze, które najlepiej robi się na kalekach.

Chociaż Centrum Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w Raciborzu nosi szyld Caritasu, ksiądz dyrektor tutaj nie bywał. Przez ostatnie 10 lat co roku zapraszano go na Wigilię Bożego Narodzenia, na Wielkanoc, na Dzień Dziecka, ale ani razu się nie pojawił. Jedni podopieczni CRON robią odrażające grymasy lub nienaturalnie wykrzywiają ciało (objawy porażenia mózgowego). Inni w wieku 30 kilku lat udają dzieci, a ci, którzy są jeszcze dziećmi, udają roślinki (objawy upośledzenia umysłowego). Ksiądz dyrektor w końcu przyjechał. Zjawił się po to, by wręczyć szefowej placówki wypowiedzenie umowy o pracę. Potem kazał zamknąć jadłodajnię dla biednych, którą prowadził CRON. Obiad kosztował tu 4,50 zł. W drugiej jadłodajni prowadzonej przez Caritas za obiad trzeba płacić 7 zł. Taka wewnętrzna konkurencja była demoralizująca i sprzeczna z regułami biznesu.
Następnie ksiądz dyrektor polecił zwrócić 12,5 tys. euro podarowane przez Unię Europejską na sfinansowanie kontaktów niepełnosprawnych z Raciborza z niepełnosprawnymi z Opavy w Czechach. Ta decyzja tylko z pozoru jest nielogiczna. Ksiądz dyrektor rozsądnie ją uzasadnił – otóż unijne pieniądze trzeba bardzo skrupulatnie rozliczać.
Ksiądz dyrektor nakazał wreszcie wynieść się Polskiemu Komitetowi Zwalczania Raka i Funduszowi Lokalnemu, które miały biuro w dawnej kotłowni CRON. I słusznie. Przecież siedziały tam za darmo, a przebudowane przez te organizacje pomieszczenie można wynająć. Zresztą krzywda nikomu się nie dzieje. Fundusz Lokalny tylko na długoterminowych lokatach zgromadził 800 tys. zł, stać go więc na płacenie czynszu. Zaś PKZR nikomu nie jest potrzebny, bo rak to dopust boży, przed którym żaden komitet nie uchroni.

Księże nie wyrzucaj

Mariola Słota (prawdziwe imię i nazwisko do wiadomości redakcji) jest podopieczną Centrum Rehabilitacji od samego początku. Nie mówi, ale wszystko potrafi napisać. Toteż gdy wróciła do domu, napisała coś na kartce. Rodzice przeczytali: „Czy teraz ksiądz nas wyrzuci?”. Pozostali podopieczni CRON pytali rodziców o to samo. Rzecz jasna mowa o tych podopiecznych, którzy potrafią powiedzieć, napisać, pokazać. Przerażeni rodzice zrobili rumor, zaczęli wypytywać pracowników Centrum. Ci niczego nie wiedzieli, spytali zatem księdza Wilhelma Schiwonia, którego ksiądz dyrektor mianował tymczasowym szefem. Dowiedzieli się, że Caritas rozważa częściową przeprowadzkę do innej miejscowości. Mowa była o przeniesieniu, np. warsztatów terapii zajęciowej. Istnieją przecież samochody, autobusy, samoloty. Raciborscy niepełnosprawni mogliby dojeżdżać. A co byłoby w budynku? – Najlepiej bank – podpowiadają ludzie nieżyczliwi Caritasowi. Caritas dyskretnie milczy.

Gwarancja obfitej sakiewki

CRON wybudowano 10 lat temu, gdy Raciborzem rządziła prawica. Wtedy do prezydenta miasta udali się rodzice dzieci niepełnosprawnych i poprosili o pomoc. Okazało się, że niepełnosprawni stanowią poważny problem społeczny tego miasta, głęboko dotąd skrywany. Kalekie dzieci trzymano w domach, problemu nie było więc widać. Wówczas jeszcze raciborskie fabryki w większości były państwowe. Dyrektorzy rzucili kasę i Centrum otwarto po kilkunastu miesiącach po rozpoczęciu budowy. Prawicowe władze miasta wymyśliły, że najlepiej będzie, jeśli ośrodek poprowadzi tak szacowna i doświadczona instytucja jak Caritas. Z tą propozycją zwrócono się do Caritas Diecezji Opolskiej, a ta skwapliwie wyraziła zgodę. Ksiądz Arnold Drechsler, dyrektor Caritas Diecezji Opolskiej, byłby głupcem, gdyby postąpił inaczej. Żądano od niego tylko osobowości prawnej, resztę zapewniała gmina. Miasto zaproponowało nawet szefową CRON. I to bezpłatną. Tą osobą była Maria Wiecha, członkini zarządu miasta, która przez długi czas funkcję szefowej Centrum sprawowała społecznie. Co ważne, zapewniała przychylność władz miejskich, obficie sypiących groszem

Radny uprzejmie donosi

Wiecha podpadła, gdyż zrobiła się zbyt popularna. Gdyby za rok chciała wystartować w samorządowych wyborach prezydenckich, to kto wie, czy nie pobiłaby innych kandydatów. Konkurenci zaczęli szukać haka. Do magistratu poszedł donos, że Wiecha wyłudziła dotację od Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Pod donosem podpisany był m.in. radny Ryszard Frączek, który w poprzednich wyborach samorządowych ubiegał się o fotel prezydenta miasta, ale bezskutecznie. Magistrat zaraz złożył doniesienie do prokuratury. Szefowej Centrum nie udało się oskarżyć o przestępstwo, gdyż PFRON oświadczył, że nie czuje się ofiarą wyłudzenia i świadomie przyznał dotację, którą rzekomo miano od niego wyłudzić.
Przy okazji całego tego zamieszania wyszło na jaw, że Caritas Diecezji Opolskiej naciął Starostwo Powiatowe w Raciborzu na 80 tys. zł i forsę musiał zwrócić. Padł cień na samego księdza dyrektora.

Zemsta kapłana

W odwecie ksiądz dyrektor zwolnił Wiechę z pracy. Jako powód podał fakt znany mu od lat 10. Otóż pani ta jest politykiem. Czyli radną. Kiedyś była członkiem zarządu miasta, a ostatnio pełni funkcję wiceprzewodniczącej Rady Miasta Raciborza.
Gdy ksiądz dyrektor zorientował się, że taka argumentacja nie utrzyma się w sądzie pracy, wówczas kopnął się wreszcie do Raciborza i osobiście wręczył szefowej CRON wypowiedzenie. Tym razem była to dyscyplinarka. Powód? Ciężkie naruszenie podstawowych obowiązków pracownika. Maria Wiecha rzekomo poinformowała prezydenta i starostę o tym, że upoważnienie do dysponowania milionami złotych dotacji miejskiej i dotacji powiatowej ksiądz dyrektor przekazał osobie nikomu nie znanej w Raciborzu. Chciałem ją o to spytać, lecz do spotkania nie doszło. Była szefowa CRON do niedawna przebywała w szpitalu, gdzie przeszła ciężką operację, i dopiero dochodzi do siebie.
W radzie miasta i w radzie powiatu przewagę ma prawica. Mimo to zapanowały bojowe i antyklerykalne nastroje. Raciborscy politycy odgrażali się, że Caritas rozniosą na szablach i odzyskają majątek wielomilionowej wartości. Na fali tych wojennych nastrojów prezydent i starosta przyblokowali pieniądze dla Caritasu.

Zdrajców można powiesić

Prawicowi radni z antyklerykalizowali się do tego stopnia, że podjęli uchwałę o zobowiązaniu prezydenta miasta do rozwiązania umowy z Caritas Diecezji Opolskiej na prowadzenie Centrum Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Prezydent umowę wypowiedział.
Ksiądz dyrektor niespecjalnie tym wszystkim się przejął.
– Poczekajcie, poczekajcie. Idą wybory parlamentarne. Wszyscy zmiękniecie – powiedział miejscowemu posłowi. Ale na wszelki wypadek zaskarżył uchwałę rady do wojewody śląskiego. Argumentował, że radni do niczego nie mogą zmuszać prezydenta wybranego w wyborach bezpośrednich. Mogą najwyżej prosić. Wojewoda przyznał księdzu dyrektorowi rację i unieważnił uchwałę.
Jako pierwszy zmiękł starosta. Odblokował dotację. Potem zmiękł prezydent. Cofnął wypowiedzenie. Następnie zmiękł jeszcze bardziej i podpisał z księdzem dyrektorem specjalne porozumienie. Z oficjalnej nazwy Centrum Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w Raciborzu usunięto przymiotnik „miejskie”.
Z porozumienia wynika ponadto, że szefa Centrum Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych wybiera wyłącznie Caritas. Jedyne „przywileje” miasta, to finansowanie prowadzonego przez Caritas ośrodka i pokrycie zobowiązań Caritasu w wypadku, gdyby raciborskiej prawicy w przyszłości powiodły się zamiary wyrzucenia tej instytucji z Raciborza. Jest to możliwe. Raciborska prawica ciągle spiskuje przeciwko Caritasowi. Szykuje ekspertyzy prawne, które mają dowieść, że Caritas w Raciborzu działa nielegalnie. Oblicza miliony przekazane przez miasto na działalność CRON.
I tak za sprawą Caritasu prawica wreszcie zrozumiała, na czym polega różnica między Francją a Arabią Saudyjską albo Niemcami a Iranem. Lokalni politycy zaczęli bój w obronie świeckości publicznej instytucji. Cóż począć z takimi odmieńcami? Zlustrować i odosobnić. Posiedzą – zmądrzeją.

[2005] NIE.pl Nr 40/2005

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: