FiM – W służbie Bogu i mamonie

Marmury, eksponaty,  pozłacane  meble,  kryształowe  cacka…  Pałac monarchy?  Nie,  to tylko  ośrodek  charytatywno-opiekuńczy Caritasu dla wiejskiej biedoty  –  jaja  sobie  robi  kościelny hierarcha.

Arcybiskup  Sławoj  Leszek Głódź,  o  którym  pisaliśmy  wielokrotnie i nie zawsze ciepło, zaprosił nas, żebyśmy wpadli do niego z wizytą. Uczynił to w sposób bardzo zawoalowany (by nie rzec pokrętny…),
ale jako ludzie umiejący czytać między wierszami, bez trudu rozszyfrowaliśmy intencję ekscelencji.

Wyraził  ją  23  września  w  warszawskim  kościele  św.  Krzyża  podczas  specjalnej  mszy  dla  dziennikarzy,  odprawionej  z  okazji  obchodów 41.  Światowego  Dnia  Środków  Społecznego  Przekazu  (arcybiskup  jest przewodniczącym Rady ds. Środków Społecznego  Przekazu  Konferencji Episkopatu Polski).

Swoją  homilię  zaczął  od  połajanek,  wytykając  ludziom  mediów,  że w  rozrachunku  z  przeszłością  „nie sprostali wyzwaniu, goniąc za sensacją, za odkrywaniem bulwersujących elementów w życiorysach ludzi, także ludzi Kościoła”. „Nie możecie służyć Bogu i mamonie” – przestrzegał, grożąc  mękami  piekielnymi  dziennikarzom  „fałszującym  obraz  Kościoła”, niedostrzegającym, że jest to przecież  „charyzmatyczna”  instytucja, służąca cierpiącym i ubogim, nieustannie w tym dziele „doświadczana męczeństwem” kapłanów.

Później abp Głódź nieco się udobruchał,  uprzejmie  zapewniając,  że jest absolutnie „za” wolnym słowem
– oczywiście, o ile „służy wartościom i prawdzie” oraz „nie kłania się okolicznościom”.  W  zakończeniu  można go już było do rany przyłożyć, gdy serdecznie  zapraszał  żurnalistów do pokazywania  wszelkiej,  także  kościelnej,  „codzienności  we  właściwych proporcjach i kolorach”.

Nie musiał nam tego dwa razy powtarzać…

  # # #

W  przekonaniu,  że  ekscelencji sprawi  szczególną  przyjemność,  jeśli właśnie na jego przykładzie pokażemy, jak krzywdzące bywają nieroztropne  opinie  „fałszujące  obraz  Kościoła”,  pognaliśmy  na  Podlasie.  Do pałacu  w  Bobrówce  (rodzinna  wieś arcybiskupa),  którą  to  nieruchomość – „służąc mamonie” wypłacanej nam co miesiąc przez Jonasza – opisywaliśmy w przeszłości jako dowód nieposkromionej  pychy  i  nieprzebranego  bogactwa kościelnego  hierarchy  („Muzeum  Flaszki”,  „Jaśniepan Głódź” – „FiM” 13/2006, 11/2007).

Przypomnijmy,  że  okropnie  się wówczas  nad  nim  pastwiliśmy,  ponieważ:
#  za  swój  nabytek  (kompleks budynków  po  zlikwidowanej  szkole  z  działką  o  powierzchni  4,5  tys.
mkw.)  zapłacił  zaledwie  60  tys.  zł, choć  wcześniej  –  kosztem  ok.  50 tys. zł – gmina wymieniła w obiekcie więźby  dachowe  oraz  zainstalowała nowoczesne ogrzewanie;
# wobec  tego,  co  widzieliśmy na  własne  oczy,  kłamliwą  zdawała się  deklaracja  arcybiskupa,  że  w  byłej szkole zamienionej w pałac urządzi skromną izbę pamiątek, a resztę pomieszczeń przeznaczy na potrzeby leczniczo-rehabilitacyjne  swoich  390 sąsiadów, których „głównym źródłem utrzymania  jest  prowadzenie  gospodarstwa  rolnego  oraz  różnego  typu świadczenia socjalne”– jak czytamy w gminnym planie rozwoju wsi.

Jadąc do Bobrówki, sumienie nas po  drodze  gryzło,  bowiem  słyszeliśmy z łódzkiej oddali, że 14 kwietnia,
czyli tuż po naszej ostatniej publikacji,  w  pałacu  abpa  Głódzia  i  „dzięki jego wsparciu” uroczyście otwarto Centrum Charytatywno-Opiekuńcze:

„Osoby  starsze,  chore  i  niepełnosprawne  znalazły  fachową  pomoc.W placówce znajduje się gabinet fizykoterapii  i  kinezjoterapii (proste ćwiczenia  ruchowe  usprawniające pracę umysłu, zwane też „gimnastyką mózgu” – dop. red.). Przygotowano również dwie pracownie Warsztatów Terapii Zajęciowej, a dla niepełnosprawnych dzieci salę doświadczania  świata.  Ponadto  w  centrum  powstały  sale  komputerowe  oraz  pokoje dla potrzeb rehabilitacji społecznej i  zawodowej. Dzienną  opieką  zostaną  objęci  nie  tylko  mieszkańcy  wsi, ale również osoby z sąsiednich miejscowości”– przeczytaliśmy w komunikacie  Caritasu  Archidiecezji  Białostockiej,  powielonym  później  we wszystkich lokalnych mediach.

„Kupiłem starą szkołę, gdzie sam się kiedyś uczyłem. Za własne pieniądze  wyremontowałem  ją,  wyposażyłem i przekazałam Caritasowi. Chciałem,  żeby  ludzie  nie  tylko  się  modlili, ale mieli też miejsce dla polepszenia  doczesnego  bytu” –  sprawozdawały  gazety  okolicznościowe  wystąpienie abpa Głódzia do śmietanki towarzyskiej  Podlasia,  reprezentowanej  przez  duchowieństwo,  starostów, wójtów, prokuratorów, komendantów wojewódzkich  i  powiatowych  policji,  szefów  straży  pożarnej,  kierowników  państwowych  instytucji,  biznesmenów…

### 

W  Bobrówce  na  nas  nie  czekano,  o  co  pretensji  nie  mamy,  bo  jak te ćwoki ostatnie przyjechaliśmy bez zapowiedzi.  Udało  nam  się  wszakże  sforsować  rozliczne  przeszkody, by  –  zachowując  „właściwe  proporcje  i  kolory”  –  sfotografować  „codzienność”  we  wnętrzach rzekomego Centrum  Charytatywno-Opiekuńczego  mieszczącego  się  w  pałacu abpa Głódzia.

Podziwialiśmy  meble  ze złotymi  okuciami,  generalski uniform  wiszący  w  specjalnej  gablocie,  obrazy w pozłacanych ramach, przeglądaliśmy się w kryształowych  lustrach  i  ślizgaliśmy  po  marmurowych  podłogach… Ba, nawet do sypialni  ekscelencji  zajrzeliśmy  i  do  dzisiaj  dręczy nas pytanie, po cóż arcybiskupowi dwie puchowe poduchy w łożu i tyleż samo stolików nocnych…

Zwróćmy  uwagę na  istotne  szczegóły, których  na  zdjęciach nie widać. Otóż:
# wspominane  wyżej i szumnie reklamowane Centrum  –  funkcjonujące  jakoby pełną parą od 1 maja – to
usytuowany w jednym skrzydle pałacu (z odrębnym wejściem) gabinet fizykoterapii.
–  Przyjeżdżają  tu  na  zabiegi  ze  3–4  osoby  w  tygodniu, a czasem nawet tyle nie ma. Z wyglądu to księża albo biskupy, bo każdy eleganckim wozem parkuje – ujawnił nam pewien tubylec.

Obok  gabinetu  znajduje  się  salka  z  przyrządami  do  ćwiczeń  gimnastycznych  oraz  pokój  z  kilkoma  komputerami. Zajrzeliśmy  tam w  każdy  kąt i  gotowi  jesteśmy  iść  o  zakład,  że  nikt z  Bobrówki  nie  korzystał  dotychczas z  wyposażenia  tych pomieszczeń;  zresztą pytaliśmy  wielu,  a  ci  w  odpowiedzi  tylko  pukali  się w czoło…;
# bardzo wiele wskazuje na to, że zagrywka  z  Caritasem  była  abp. Głódziowi  potrzebna  do  wyciągnięcia  publicznych  pieniędzy  na utrzymanie pałacu.
– Białostocki Caritas wystąpił do starostwa powiatowego z propozycją utworzenia  w  tym  obiekcie  warsztatów terapii zajęciowej. Grają o prawie 300 tys. złotych rocznie, bo taką właśnie  kwotą  Państwowy  Fundusz Rehabilitacji  Osób  Niepełnosprawnych  finansuje  u  nas  owe  warsztaty – ujawnił „FiM” jeden z urzędników;
# przebudowa  szkoły  na  pałac  pochłonęła  setki  tysięcy  złotych.  Wiemy  ponad  wszelką  wątpliwość,  że  część  tych  pieniędzy wyłożyły  instytucje  i  osoby,  którym wydawało się, że wspomagają  charytatywne  dzieło  Caritasu. Skąd  wiemy?  Dotarliśmy  do  właściciela sklepu, u którego zaopatrywała  się  jedna  z  ekip  pracujących u arcybiskupa. Materiały kazali sobie dostarczyć do Bobrówki, ale faktury brali na Caritas…

  ###

W  zakończeniu  przypomnijmy fragment naszej niedawnej publikacji „Raj na ziemi” („FiM” 35/2007): „Biedny jak mysz kościelna ordynariusz warszawsko-praski abp Głódź otrzymał  od  marszałka  województwa  mazowieckiego Adama Struzika (PSL) 80 tys. zł na wymianę okien w swojej rezydencji, choć rok wcześniej dostał już 500 tys. zł na remont kurii”.

I raz jeszcze spójrzmy na zdjęcia „skromnej  izby  pamiątek”  duchowego speca od pouczania dziennikarzy…

[2007] FaktyiMity.pl Nr 40(396)/2007 – Zdjęcia dostepne w FiM w wersji cyfrowej

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: