FiM – Kapral

W Centrum Osób Niepełnosprawnych Caritasu Archidiecezji Wrocławskiej w Dobroszycach władzę sprawuje Marcin Stelmach. Ma niespełna 30 lat, a do sławnego ostatnio w kraju księdza Adama Derenia mówi „wujek”.

Stelmach skończył szkołę średnią. I tyle. Później związał się z wujkiem Dereniem. Najpierw obwoził wuja księdza po terenie. Szybko jednak awansował na dyrektora w caritasowskim Domu Opieki w Malczycach, zaś na początku 2004 r. został przeniesiony do analogicznego ośrodka w Dobroszycach.

W połowie czerwca 2004 r. ksiądz Dereń w zamian za swe zasługi („Caritas archidiecezji wrocławskiej prowadzona od 1997 r. przez ks. Derenia jest jedną z najprężniej działających placówek tej organizacji w kraju” – ogłosili biskupi) dostał awans i przeniósł się do Warszawy. Tam zasłynął jako „S-Adam”, o czym pisaliśmy („FiM” 23/2007).

To właśnie ta publikacja sprawiła, że niektórzy byli i obecni pracownicy domu opieki, którym wciąż zarządza Marcin Stelmach, postanowili przerwać milczenie, bo uwierzyli, że coś jednak można zmienić.

###

Okazały budynek, przejęty od miasta przez wrocławski Caritas w 2002 roku, robi wrażenie. Oprócz domu opieki funkcjonuje tu także warsztat terapii zajęciowej oraz specjalny ośrodek szkolno-wychowawczy. Nad wszystkimi placówkami administracyjną pieczę sprawuje Stelmach.
– Był czas, kiedy starał się udowodnić, jak bardzo pilnie uczył się od wuja. Kierownicy warsztatów i ośrodka nie pozwolili mu jednak wkroczyć w swoje kompetencje, więc skupił się na domu opieki i zrobił sobie z niego poligon doświadczalny – opowiada jedna z podwładnych pana dyrektora.

Na poligonie Stelmacha zostało 15 „żołnierzy” – dziewięć opiekunek i sześć pielęgniarek. I nie mają łatwo, aby zaspokoić ambicje swego „kaprala”. Mimo że te ambicje zaczynają się i kończą na jednym pojęciu: czystość.

Już na początku urzędowania przekwalifikował na opiekunki etatowe sprzątaczki domu opieki, twierdząc, że odtąd wszystkie zatrudniane na tym stanowisku osoby mają sprzątać. Próbował też „przekonać” do tego pielęgniarki, ale – jak na razie – większość się opiera, chociaż zdarzało się i tak, że podczas dyżuru pielęgniarka z mopem w ręce pucowała łazienkę, zamiast opiekować się pacjentami.
– To jest maniak! Wciąż przeprowadza uporczywe kontrole, a my czujemy się jak „koty” w wojsku! Zagląda pod wanny, do sedesów. Palcem sprawdza czystość szafek. Potrafiteż pokazać kluczykiem od samochodu niedoczyszczone łączenie wykładziny – opowiada jedna z kobiet.

Te, które w Dobroszycach pracują dłużej, przypominają sobie, jak do ośrodka wpadał ksiądz Dereń. A właściwie zajeżdżał – coraz to nowszymi limuzynami.
– Miał fisia na punkcie czystości. W ośrodku musiał być błysk, a i tak zawsze potrafił coś znaleźć, na przykład wodę pod mydelniczką czy kurz na gaśnicy. Nigdy nie witał się z pacjentami, zaś do personelu miał zazwyczaj jedną uwagę: „Jeśli do jutra tu nie będzie sprzątnięte, to wszystkie panie pójdą na zieloną trawkę!” – wspominają.

Podobne podejście ma Marcin Stelmach, który pensjonariuszy omija szerokim łukiem i z widocznym obrzydzeniem, zaś ich dobre samopoczucie jest dla niego mniej ważne niż wypucowane podłogi na korytarzu. Pielęgniarki z rozrzewnieniem wspominają czasy, kiedy mogły usiąść przy pacjencie, porozmawiać z nim, wysłuchać. Kiedyś malowały babciom paznokcie i kręciły loki, żeby tamte wciąż czuły się piękne. Teraz nie mają czasu, aby wyjść z nimi na spacer do wielkiego, ciągnącego się przed budynkiem ogrodu, bo jeśli tylko któraś nieopatrznie wypuści ścierkę z ręki, od razu jest z tego rozliczana.

Podobnej skrupulatności nie wykazuje się natomiast przy podliczaniu i opłacaniu wypracowanych przez personel nadgodzin. A wszelkie pytania na ten temat dyrektor Stelmach kwituje krótkim: „Podwyżek nie będzie, bo to nie jest zakład produkcyjny, a jeśli komuś się nie podoba, może poszukać innej pracy”.

###

We wzorcowej placówce – o renomie na tyle dobrej, że na miejsce trzeba czekać nawet dwa lata – dziś króluje terror psychiczny, a bardzo dobre dotąd relacje między pracownikami zastąpiła nerwówka i strach przed każdym ruchem, który może być źle odebrany przez szefostwo. Stelmach ważne dla funkcjonowania placówki stanowiska powierza swoim zaufanym ludziom. Kierownikiem zespołu opiekuńczo-terapeutycznego został na przykład dotychczasowy magazynier, bez kierunkowego wykształcenia.

Jedna z jego poprzedniczek – doświadczona pielęgniarka  Marzena Kisiel – pożegnała się z katolickim chlebodawcą, bo za miesiąc pracy na kierowniczym stanowisku, dyżury pielęgniarskie i nadgodziny z trudem wyciągała 970 zł pensji. Oprócz regularnych pielęgniarskich dyżurów jako kierownik musiała ewidencjonować czas pracy, przygotowywać grafiki dla podległego sobie personelu, realizować zamówienia medyczne, konsultacje lekarskie, prowadzić dokumentację medyczną.
  
Jest wiele pytań, na które odpowiedź chciałyby poznać pracujące w domu opieki kobiety:
# Dlaczego szary fiat punto o numerach rejestracyjnych WWW 2633 z logo Caritasu (który powinien pozostawać do dyspozycji dobroszyckiego Centrum) niemal codziennie opuszcza jego mury, bo kierownik Szymański odwozi do domu dyrektora Stelmacha, żeby następnego ranka przywieźć go do pracy? Czyżby Stelmach oszczędzał na przebiegu swojego zielonego BMW?
# Jakim cudem dom opieki wciąż jest zadłużony, dzięki czemu brakuje np. na wypłaty za nadgodziny dla personelu, skoro miesięcznie każdy pensjonariusz płaci za pobyt 1900 zł, a przecież trudno uwierzyć, że chorzy na alzheimera czy upośledzeni staruszkowie przejadają taką kasę w mizernych zupinach, serwowanych na obiad?
# Dlaczego w czasie, gdy nie było pieniędzy np. na soki dla pacjentów czy wodę dla personelu, znajdywały się środki na wystawne przyjęcia dla notabli z Caritasu?
# Na co przeznaczane są dotacje z Centrum Pomocy Rodzinie w Oleśnicy i Urzędu Wojewódzkiego we Wrocławiu, o prywatnych sponsorach nie wspominając?

###

O tym, co dzieje się w domu opieki, wie i huczy cała placówka. Pewnie byłby to temat na niezłe anegdoty, gdyby nie dramatyczne położenie personelu, który skazany jest przez swojego szefa na zawodową degradację, a poza zapałem – traci też wiarę.
– Oni się niczego nie boją, to jest państwo w państwie. Caritas, ta dobroczynna organizacja, żeby dać złotówkę, musi trzy wyciągnąć od państwa – mówi była pracownica domu opieki.

[2007] FaktyiMity.pl Nr 29(385)/2007

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: