FiM – S-Adam…

…tak go nazywają. Bo im, pracownikom Caritasu Polska, dyrektor Adam Dereń kojarzy się wyłącznie z irackim dyktatorem. Z potworem, przed spotkaniem z którym wymiotuje się ze strachu.

O księdzu Dereniu (na zdjęciu) pisaliśmy trzy lata temu, kiedy był on szefem Caritasu diecezji wrocławskiej („FiM” 2/2004). Na podstawie relacji ówczesnych jego pracowników opisaliśmy niezwykłą rozrzutność, marnotrawstwo (wyrzucił na śmieci ponad 20 ton żywności) i mobbing, który już wtedy był jego ulubionym narzędziem w relacji z podwładnymi. Na co liczyliśmy? Że Kościół zreflektuje się i zrobi porządek ze swoim funkcjonariuszem? Jeśli tak, to byliśmy naiwni, bo wierni słudzy tej instytucji, jeżeli już dostają kopa, to tylko w górę. A pomiatanie świeckimi jeszcze nikomu z nich nie zaszkodziło w kościelnej karierze. W myśl owej zasady Adam Dereń został powołany na stanowisko dyrektora samiuśkiej centrali Caritasu Polska. Teraz rzecz całą „odkryła” jak zwykle „Rzeczpospolita”, więc i my do tematu wracamy, dodając nowe wątki.

Centrala Caritas Polska zatrudnia około dziesięciu osób i niemal wszystkie one mocno związane są z firmą. Związane strachem graniczącym z przerażeniem. Aby nie być gołosłownym, zacytujmy obszernie jednego z pracowników CP, który zgodził się na rozmowę z „FiM”:
– Do pracy w Caritasie przychodzi się o ósmej, ale ja wstawałem już o czwartej. Z tego powodu, że niemal codziennie musiałem swoje odchorować w toalecie. W ten sposób schudłem 19 kilogramów. Wymiotowałem. Ze stresu, ze strachu, z przygnębienia. Szczególnie parszywymi dniami były wtorki. Wówczas to z samego rana dochodziło do cotygodniowych operatywek nazywanych przez nas „seansami nienawiści”. Wtedy ksiądz Dereń też „wymiotował”… na nas. Zazwyczaj wybierał sobie jedną ofiarę i gnoił ją bez litości. Słowa: „ty kurwo”, „ty debilko”, „złodziejko, zaraz cię wypierdolę”, kierowane do moich koleżanek, były na porządku dziennym. Nie szczędził też obelg zaocznych, po prostu za nic. Dereń z jakiś nieznanych powodów pogardzał nawet duchownymi, mówiąc, że każdy ksiądz to chodząca menda. Gdy Joanna Ochojska planowała jakąś swoją kolejną akcję charytatywną, S-Adam zwykł dawać nam zadanie: „Wymyślcie, co tu zrobić z tą kulawą złodziejką”, i kazał zbierać na nią haki. Nawet biskup Jacek Jezierski był nieustającym obiektem jego drwin i niecenzuralnych epitetów. Kiedy broniąc jednej z koleżanek, nieśmiało stwierdziłem, że dziewczyna ma spory potencjał, usłyszałem: „Do czego potencjał, do pierdolenia chyba tylko?”.

###

Inni pracownicy księdza Derenia też dorzucają swoje trzy grosze:
– Dereń jako dyrektor Caritasu zarabia 9 tysięcy na rękę; oprócz tego ma drugą pensję z Episkopatu. Ale on prawdziwymi milionami obraca po prostu z Caritasu, np. apartament przy Krakowskim Przedmieściu 62. Luksusowo wyposażony, w całości za pieniądze Caritasu. Nawet dywany doń kupował w Pakistanie na konto firmy. Do tego mieszkanka S-Adam zwykł był zapraszać niektóre pracownice, najchętniej główną księgową, jedyną osobę od lat hołubioną…
– Czy spotkała się pani z niedwuznacznymi propozycjami ze strony tego pana? – pytamy.
– Owszem. Niejednokrotnie! Pewnego razu, gdy po jakiejś kolejnej obeldze rozpłakałam się, usłyszałam triumfalne słowa: „Nareszcie! Świetnie! Wiedziałem, że jesteś słabsza ode mnie!”.

Oprócz warszawskiego apartamentu Dereń ma też okazały dom w Karpaczu, a jeździ na przemian a to volvo, a to najdroższą, luksusową skodą. Pachnie najdroższymi perfumami, a jego znajomi żartują, że nawet koloratkę ma od Diora.

Wyprawia biskupom z różnych okazji prawdziwe bale, np bp. Gulbinowiczowi z udziałem zespołu Śląsk. Przed laty, jeszcze jako szef Caritasu wrocławskiego, zorganizował kilkudniową balangę dla wszystkich szefów Caritasu z całej Polski – jedli, pili, bawili się, a na koniec Dereń każdemu dał po wielkim srebrnym pierścieniu na pamiątkę. Oczywiście, za wszystko płacą darczyńcy Caritasu.
– Pracowała u nas pewna niepełnosprawna dziewczyna – obiekt jego nieustających drwin. Pewnego razu usłyszała, że jest koślawą szmatą. Dzień później trafiła do psychiatry z rozpoznaniem ciężkiej nerwicy. Niemal wszyscy pracownicy księdza Derenia prędzej czy później trafiają do lekarza tej specjalności. Albo… albo jak jedna nasza koleżanka – całkowicie łysieją z nerwów. To nie żart, ta dziewczyna straciła niemal całkowicie włosy, a lekarz orzekł później, że to w wyniku nieustającego stresu. Inna poroniła przez S-Adama dziecko, gdy po wysłaniu zwolnienia chorobowego przeczytała e-maila, w którym ksiądz pisał: „Niech cię szlag trafi!”.

Podpaść można Dereniowi za wszystko. Na przykład za nieuczestniczenie w modlitwie na Anioł Pański, za pójście do ubikacji, za zapalenie papierosa, wypicie kawy lub… za „związki z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego”. Ano tak… bo ksiądz na każdym kroku węszy podstawionych mu agentów. Każdy z nas jest potencjalnym funkcjonariuszem ABW.

Tyle opowiadają pracownicy CP, którzy (na razie) chcą pozostać anonimowi, ale mamy też relację osoby, która została już doprowadzona do takiej ostateczności, że przestała się bać. Oto co mówi Magda Moskal:
– Wszystko, co usłyszeliście, jest prawdą. To było prawdziwe piekło, które okupiłam utratą zdrowia. Odeszłam, bo nie mogłam wytrzymać mobbingu księdza Derenia, który co dzień publicznie mnie linczował. To człowiek pozbawiony jakichkolwiek ludzkich uczuć. Potwór. Poza zadziwiającym upodobaniem do niszczenia swoich podwładnych, Dereń charakteryzuje się też niebywałą zdolnością manipulowania ludźmi, napuszczania jednych na drugich. W lutym, nie mogąc wytrzymać już ani dnia dłużej, poszliśmy niemal całą załogą do arcybiskupa Michalika. Słuchał naszych przerażających opisów tego, co się dzieje, naszych skarg i płaczu ponad dwie godziny i… I nic się nie stało. Przeciwnie, ksiądz Dereń został w nagrodę mianowany członkiem jakiejś ważnej papieskiej rady. Nie pozostało nam więc nic innego, jak iść na prokuraturę i oskarżyć go o mobbing.

###

– Wiemy, z jakiej gazety jesteście, ale my – wierzący i praktykujący pracownicy Kościoła – zdecydowaliśmy się z wami porozmawiać z resztą nadziei, że może nasze głosy rozpaczy coś zmienią, ktoś je przeczyta… Zanim coś strasznego się stanie… – mówią nam ludzie z Caritasu. My też pozostajemy z taką nadzieją, a na razie możemy tym zastraszonym, przerażonym ludziom jedno obiecać. To, że księdzu Adamowi Dereniowi będziemy się bacznie przyglądać. Dzień w dzień…

[2007] FaktyiMity.pl Nr 23(379)/2007

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: