FiM – Przepijemy Caritasu domek cały

Czy można wydawać olbrzymie pieniądze, nie mając oficjalnie ani grosza? Tak, takie cuda – oczywiście tylko w Kościele – są możliwe! Wystarczy wziąć przykład z Caritasu…

Stanisława K., kierownika Centrum Socjalnego Archidiecezji Wrocławskiej zmuszono do odejścia z firmy, bo przekroczył limit wydatków o 40 tysięcy złotych. – Jaki jest ten limit?! – zapytał wnerwiony p. Stanisław, bo wcześniej w ogóle nie słyszał o ograniczeniach, choć pracował już prawie 6 lat. Odpowiedziano mu, że do wydania w ciągu pół roku jest tylko to, co daje miasto, czyli 50 tys. zł. I to właśnie jest limit! – A gdzie pieniądze Caritasu? – zapytał zdumiony p. Stanisław.
– Jak tu ugotować 68 tysięcy posiłków w ciągu pół roku za te pieniądze, jeśli sama wkładka mięsna kosztuje 70 groszy na beret – irytuje się Stanisław K. – Na jedzeniu dla biedoty oszczędzają, gdy tymczasem nie brakuje grosza na balangi i libacje.

Pan Stanisław sporo przeżył w swoim życiu, to i owo już widział. Pracę w Caritasie wspomina z goryczą, choć trafił tu z potrzeby serca.
– Zgłosiłem się do pomocy jako wolontariusz. Początkowo zamierzałem pracować tylko miesiąc, ale zostałem na 6 lat. W kwietniu 2000 roku zostałem nawet kierownikiem Centrum Socjalnego przy ul. Słowiańskiej, w skład którego wchodzi jadłodajnia dla 500 osób, klub seniora, świetlica dziecięca i poradnia rodzinna.
– Każdej jesieni rolnicy z podwrocławskich parafii ofiarowują ziemniaki, warzywa i owoce – opowiada jeden z pracowników Caritasu. – Zwozi się to potem do Wrocławia. Część kierowana jest natychmiast do seminarium, część magazynuje się w różnych piwnicach. Dwa lata temu olbrzymią ilość ziemniaków wrzucono do piwnicy domu przy pl. Katedralnym 11/12, choć pomieszczenie to nie nadawało się do tego celu, bo tuż za ścianą znajdował się wymiennik ciepła. Trzeba było widzieć miliony much i gnój, w jaki wkrótce zamieniły się ziemniaki. Zmarnowało się ich wówczas 20 ton, a także kilka ton zboża. Cały ten gnój wywieziono do chlewni koło Świdnicy.

Co się nie zmarnuje, to się przebalanguje.
Szefem wrocławskiego Caritasu od siedmiu lat jest ks. dr Adam D., który zastąpił na tym stołku Edwarda Janiaka, biskupa pomocniczego. Żeby przypodobać się swojemu szefowi kardynałowi Gulbinowiczowi, w 50. rocznicę jego kapłaństwa ksiądz Adam zorganizował w hali sportowej koncert z występami zespołu „Śląsk”, a 25-lecie sakry biskupiej pryncypała uczcił w następnym roku (2001) wystawną balangą i koncertem Orkiestry Reprezentacyjnej Wojska Polskiego. Ludzie wykupili tylko trochę biletów, resztę zaś rozdawano gratis, by zapełnić dla biskupa puste trybuny.

W ubiegłym roku sutannowe panisko miało gest i zaprosiło do Wrocławia naczalstwo Caritasu z poszczególnych diecezji. Balangowali przez kilka dni. Na koniec zaszczycił ich sam fluorescencyjny boss i każdy z dyrektorów otrzymał za frajer potężne srebrne pierścienisko. W tym samym czasie brakowało kasy na zupki dla bezrobotnej hołoty.

Doktor dyrektor zbyt natarczywie domagających się respektowania praw pracowniczych najzwyczajniej wylewa na zbity pysk. Nagminnie też nie wypłaca ludziom, np. pracującym w jadłodajni przy ul. Słowiańskiej, należnych im pieniędzy. Tylko Stanisław K. wyliczył, że z tego tytułu należy mu się od Caritasu prawie 40 tysięcy złotych!
– Prawo jest dla maluczkich, a nie dla ks. dyrektora – mówi pan Stanisław. – Na umowę o pracę przyszło mi czekać… 17 miesięcy. Dlatego swoją sprawą zainteresowałem wreszcie Państwową Inspekcję Pracy. Ale czy ta zechce sprzeciwić się ulubieńcowi biskupów?!

[2004] FaktyiMity.pl Nr 2(201)/2004

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: