FiM – Król Jagiełka

Na kościelnych folwarkach nie ma lekko. Ślepe posłuszeństwo, roboty po pachy z krótkimi przerwami na modły, nędzne pensje i premie w watykańskiej walucie „Bóg zapłać”… A jak się nie podoba, pod byle pretekstem – won na bruk!

Caritas Diecezji Kieleckiej jest właścicielem i administratorem cudnej piękności obiektu w położonym nieopodal stolicy województwa świętokrzyskiego Piekoszowie. Mieści się tam Dom dla Niepełnosprawnych, w którym za publiczne pieniądzez Narodowego Funduszu Zdrowia można skorzystać z 3-tygodniowego turnusu rehabilitacyjnego. Jest w Piekoszowie również Dom Pomocy Społecznej, gdzie za jedyne 1760 złmiesięcznie zaopiekują się niechcianym domownikiem lub człowiekiem osamotnionym, zapewniając mu – jak czytamy w ofercie – czułą „opiekę duszpasterza i możliwość uczestniczenia w codziennej Mszy Świętej”. Trzecią gałęzią tego kościelnego biznesu są dwutygodniowe „wczasorekolekcje” (finansowane przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych), podczas których testowane są na koszt podatników rewolucyjne metody „szeroko rozumianej rehabilitacji”, polegającej zwłaszcza na stałej „obecności kapłanów, codziennej Mszy Świętej, wspólnych modlitwach i rozmowach indywidualnych”.

Z zewnątrz wygląda to wszystko naprawdę bardzo ładnie, ale często bywa tak, że pod warstwą pudru kryje się mnóstwo paskudztwa, co udowodniliśmy niedawno („S-Adam” – „FiM” 23/2007) na przykładzie haniebnych praktyk mobbingowych księdza Adama Derenia– samego głównego szefa centrali Caritasu Polska w Warszawie.

Okazuje się, że w diecezji kieleckiej znalazł on bardzo pojętnego ucznia…

###

Dyrektorem caritasowskiego kombinatu w Piekoszowie jest 47-letni ksiądz doktor teologii Jan Jagiełka (na zdjęciu) – człek wielce świątobliwy, zapalony słuchacz Radia Maryja, spełniający się w roli opiekuna kieleckiej ekspozytury Instytutu Świeckiego Chrystusa Króla, skupiającego panie ślubujące kat. Kościołowi życie w „czystości, ubóstwie i posłuszeństwie”.

O jego kapłańskiej gorliwości  i poczciwości nie można więc złego słowa powiedzieć, choć niektórzy klerycy i absolwenci Wyższego Seminarium Duchownego w Kielcach, gdzie ks. Jagiełka był wcześniej (w latach 1998–2005) ojcem duchownym (ktoś w rodzaju oficera politycznego), prorektorem oraz wykładowcą teologii życia wewnętrznego i medycyny pastoralnej, wspominają go z niejakim obrzydzeniem.
– Z wyglądu niby ciapowaty, ale w gruncie rzeczy bardzo bezwzględny, gdy już upatrzy sobie ofiarę. Wielu kleryków przez niego ucierpiało i zostało zmuszonych do opuszczenia seminarium lub zmiany diecezji – mówi nam jeden z niedawno wyświęconych księży.

No cóż, taką miał robotę, żeby dbać o czystość w szeregach…

A dlaczego trafił akurat do Piekoszowa, gdzie najwłaściwszy – jak się wydaje – byłby człowiek z talentami menedżerskimi?
– Biskup Ryczan (Kazimierz, ordynariusz diecezji kieleckiej – dop. red.) prawdopodobnie zdawał sobie sprawę, że popełnia głupstwo, ale nie miał pomysłu, gdzie go zagospodarować po wycofaniu z seminarium. Moim zdaniem, o nominacji przesądził fakt, że ksiądz Jan miał od kilku lat ścisłe związki duszpasterskie z tym ośrodkiem oraz jest postulatorem procesu beatyfikacyjnego jego założyciela, księdza Wojciecha Piwowarczyka – twierdzi inny duchowny, który miał osobiście przykre doświadczenia z ks. Jagiełką i z tego właśnie powodu wykłada obecnie na uczelniach świeckich.

Popatrzmy teraz, jak radzi sobie uduchowiony teolog na posadzie administracyjnej…
– Początkowo ksiądz dyrektor nie wtrącał się specjalnie w zarządzanie, pozostawiając kwestie organizacyjne i pracownicze w rękach swojej zastępczyni Anny D., kobiety bardzo rzutkiej i energicznej. Miała ona wszakże tę wadę, że zatrudnił ją jeszcze jego poprzednik – ksiądz Witold Janocha. Barbara S., najbardziej dokuczliwie panosząca się spośród tutejszych zakonnic bezhabitowych (mieszkają na terenie ośrodka w odrębnej willi – dop. red.), od początku urzędowania księdza Jagiełki zapowiadała, że „teraz zrobi się wreszcie porządek z ludźmi księdza Witolda”. No i zrobiło się… – wzdycha pracownica Domu dla Niepełnosprawnych.

Pierwszą porażką nowego szefa ośrodka Caritasu było odrzucenie przez świecki personel sugestii, żeby w południe przerywać pracę w celu odbycia zbiorowych modłów na Anioł Pański. Zaczął się wówczas przyglądać pensjom buntowników i doznał szoku, że wspomniana wicedyrektor ośmiela się zarabiać ok. 2500 zł, czyli więcej od niego.
– Jakoś nie mógł pojąć, że mając tu za darmo mieszkanie i opierunek, służbowy samochód, osobistą sprzątaczkę Bożenę J., która musi „królowi” usługiwać, zaniedbując obowiązki salowej, a wreszcie zobowiązanie do ubóstwa, nie powinien zazdrościć ludziom mającym na głowie rodzinę. Zaczął panią D. lekceważąco traktować w obecności innych pracowników, odsuwać od podejmowania decyzji i wyraźnie szykanować, przez co zdarzało się jej uronić niejedną łzę po rozmowach z księdzem. Zdradziła mi kiedyś, że w jednej z takich przykrych rozmów oznajmił, że psuje mu wizerunek firmy, lecz na razie zostanie na stanowisku, bo umie pozyskiwać sponsorów – opowiada pielęgniarka, tyrająca na kościelnym folwarku za 1200 zł (brutto!) miesięcznie i pozbawiana premii w okresach urlopowych lub czasowej niedyspozycji zdrowotnej.
– Nie dość, że jej dokuczał, to jeszcze osobiście inwigilował. No i gdy udało mu się przyłapać panią Annę gdzieś na mieście podczas zwolnienia lekarskiego, od razu dał jej „dyscyplinarkę”. Mam cichą nadzieję, że ten świętoszkowaty typ dostanie w sądzie pracy dobrą nauczkę, bo dyrektorka nie miała żadnego nakazu leżenia – łudzi się fizjoterapeutka (niespełna 1300 zł brutto).

Nie tylko wicedyrektorka roniła łzy, bo wiadomo nam jeszcze o co najmniej jednej pracownicy, która za sprawą wielebnego szefa – odmawiającego kobiecie stabilizacji i bezpieczeństwa zatrudnienia poprzez przydzielenie etatu – znalazła się w tak krytycznym stanie psychicznym, że wymagała natychmiastowej interwencji lekarskiej.
– Wkrótce zaczęły do biskupa napływać skargi na księdza Jana. Nie były to wyłącznie anonimy, lecz także listy podpisane imieniem i nazwiskiem. Wieści szybko roznoszą się po kurii, stąd wiem, że oskarżany o złe traktowanie świeckich ksiądz dyrektor został upomniany przez pasterza, choć – wedle mojej wiedzy o sytuacji w Piekoszowie – nie na długo to pomogło – zauważa wspomniany wyżej naukowiec skonfliktowany z ks. Jagiełką.
# Dotarliśmy też do pewnej młodej osoby, którą ks. Janocha niejednokrotnie przygarniał do ośrodka na czas, gdy jej rodzice – nałogowi alkoholicy – „wpadali w korek”. Opowiedziała nam, że będąc niedawno w takiej właśnie sytuacji, przyszła do nowego księdza dyrektora z nadzieją na schronienie. „Tu nie jest żaden przytułek ani Dom Brata Alberta, żeby mieszkać za darmo” – usłyszała.
# Inna stała pensjonariuszka (niepełnosprawna z Warszawy, personalia znane redakcji) miała czelność zbierać podpisy pod adresowaną do biskupa petycją dotyczącą zamysłu ks. Jagiełki, który chciał wstrzymać rozbudowę ośrodka w Piekoszowie o Centrum Usług Rehabilitacyjnych przeznaczone dla osób cierpiących na stwardnienie rozsiane. „Możesz tu do nas już więcej nie przyjeżdżać, bo nie będziesz miała wstępu” – zakomunikowała jej Barbara S., przyboczna księdza dyrektora.

Dodajmy w tym miejscu, że z wiarygodnego źródła wiadomo nam, iż bp Ryczan o mało apopleksji nie dostał, gdy ks. Jagiełka oznajmił ekscelencji, że nie radzi sobie z budową (finansowaną w 85 proc. ze środków Unii Europejskiej i z budżetu państwa – dop. red.), sugerując jej wstrzymanie. Biegły w rachunkach ordynariusz bez trudu obliczył, że kielecki Caritas wykłada na tę inwestycję zaledwie 15 proc., podczas gdy zyski będzie czerpał stuprocentowe!
# Pod rządami księdza Jagiełki przestali też przyjeżdżać do pracy w Piekoszowie więźniowie z Kielc, którzy za przysłowiową miskę zupy chętnie i bez szemrania wykonywali tam najczarniejsze roboty. Dlaczego z nich zrezygnowano?
– Pytajcie o to „czarnego”, bo sami byliśmy zaskoczeni. Tym bardziej że skazani spisywali się wzorowo i nigdy nie było na nich żadnych skarg – odpowiada wychowawca z kieleckiego Aresztu Śledczego.

###

Odnaleźliśmy w Kielcach byłą wicedyrektor Annę D. Potwierdziła nam, że z dniem 21 maja została wyrzucona dyscyplinarnie z Caritasu pod kłamliwym zarzutem wykonywania pracy w trakcie zwolnienia lekarskiego. O szczegółach konfliktu z ks. Jagiełką nie chciała na razie rozmawiać – do czasu rozstrzygnięcia kwestii legalności zwolnienia w sądzie, dokąd skierowała sprawę. Kobieta nie zdołała się wszakże powstrzymać, by stwierdzić, że okres współpracy z księdzem dyrektorem jawi się jej jako najczarniejszy w dotychczasowej karierze zawodowej.

A co na to ks. Jagiełka, który w pierwszym kontakcie robi doprawdy doskonałe wrażenie?
– Owszem, z pewnych względów pani D. nie jest już naszą pracownicą, ale że nie mam żadnych informacji o jakiejś sprawie sądowej, więc nie będę niczego komentował. A jeśli się dowiem? Też nie. Nic nie wiem o żadnych skargach czy narzekaniach, nie słyszałem, aby do kurii lub osobiście do biskupa wpływały na mnie zażalenia. W ogóle nie chciałbym rozmawiać o sprawach personalnych, dotyczących ludzi zatrudnionych w Piekoszowie. Więźniowie? Zrezygnowaliśmy, bo nie opłacało nam się dowozić ich z Kielc. I w ogóle nie będę udzielał informacji, bo ja się z mediami nie kontaktuję, a nawet nie oglądam telewizji – zasmucił nas ksiądz doktor teologii.

[2007] FaktyiMity.pl Nr 26(382)/2007

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: