Pomocna dłoń Caritasu

Caritas najpierw przekręcił państwo na 14,6 mln zł, po czym zażądał nadania sobie statusu pokrzywdzonego, żeby wspólnie z prokuraturą łapać złodzieja…

Przekazując za pośrednictwem Caritasu jakiekolwiek pieniądze na rzecz powodzian, pogorzelców czy ofiar katastrof, warto pamiętać nie tylko o tym, że ta charytatywna z nazwy instytucja pożre co najmniej 40 proc. ofiarowanej kwoty na swoje koszty administracyjne. Warto także mieć świadomość istnienia wysokiego ryzyka, że dalszą dystrybucję pieniędzy powierzy się zwykłym oszustom…

Prokuratura w Płocku ma na tapecie dwa śledztwa w sprawie fałszerstw i przekrętów w tamtejszym Caritasie oraz trzecie, dotyczące oszustw popełnianych w Centrum Psychologiczno–Pastoralnym „Metanoia” – równie sztandarowej instytucji diecezjalnej. Powołano ją dekretem biskupa płockiego z 30 grudnia 2002 r. „w odpowiedzi na wołanie Jana Pawła II o wrażliwość miłosierdzia”, w celu „udzielania pomocy ludziom przeżywającym trudności psychiczne i duchowe”.

Najpoważniejsze postępowanie (prowadzone przez V Wydział Śledczy Prokuratury Okręgowej) dotyczy „wyrządzenia znacznej szkody majątkowej”. Chodzi o kwotę ponad 14,6 mln zł przekazaną Caritasowi z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Z udostępnionych nam przez PFRON danych dowiadujemy się, że kościelna firma dostała te pieniądze w ramach umów na realizację czterech projektów podpisanych w 2006 r.

# „Razem możemy więcej” (1,39 mln zł) to projekt skierowany do psychologów, instruktorów i pracowników socjalnych zatrudnionych w Warsztatach Terapii Zajęciowej w celu „podniesienia umiejętności pracowników merytorycznych przygotowujących osoby niepełnosprawne do funkcjonowania
na rynku pracy”. Caritas miał gruntownie przeszkolić 623 osoby (w ramach 21 siedmiodniowych kursów), opracować materiały instruktażowe oraz przygotować i rozpowszechnić literaturę poświęconą zatrudnieniu osób niepełnosprawnych na otwartym rynku pracy;

# „Praca bez barier” (1,31 mln zł) – zorganizowanie szkoleń dla 210 pracowników Caritasu dla „podniesienia ich umiejętności i kwalifikacji zawodowych” oraz przygotowanie materiałów dydaktycznych. Ukończenie takiego szkolenia powinno zostać potwierdzone certyfikatem;

# „Pomocna dłoń” (5,61 mln zł) – projekt wspierający „osoby ze znacznym i umiarkowanym stopniem niepełnosprawności, poszukujące pracy i mające największe trudności z jej znalezieniem”. Zapisanymi w umowie tzw. twardymi rezultatami było objęcie projektem co najmniej 400 osób (każda powinna zaliczyć 240 godzin zajęć grupowych oraz średnio 40 godzin poradnictwa indywidualnego), spośród których minimum trzydzieści musiało znaleźć pracę, sześćdziesiąt – podjąć wolontariat, a pięćdziesiąt – kontynuować edukację;

# „Ośrodki Aktywizacji Zawodowej Osób Niepełnosprawnych” (6,79 mln zł) – akcja „rozwijania i przystosowania do potrzeb osób niepełnosprawnych ośrodków (pomieszczeń), w których pracownicy Caritas mieli udzielać porad”. W efekcie powinno m.in. powstać i aktywnie działać 15 ośrodków zatrudniających wykwalifikowaną i doświadczoną kadrę (minimum 30 nowych miejsc pracy), wyposażonych w materiały informacyjno-edukacyjne.

Na podstawie faktur sukcesywnie przedkładanych PFRON-owi i sprawozdań zapewniających, że wszystko gra jak w zegarku, wielebni zainkasowali w sumie ponad 14,6 mln zł.
– W rzeczywistości Caritas nie zrealizował żadnego projektu. Musieliśmy rozwiązać umowy i zażądaliśmy zwrotu wypłaconych pieniędzy. Dwukrotnie wzywaliśmy ich do zapłaty, ale nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Podjęliśmy więc decyzję o skierowaniu roszczenia do windykacji, a równolegle złożyliśmy też pozew, w którym domagamy się zwrotu całej kwoty, czyli ponad 16 mln zł, wliczając odsetki. Sytuacja obecnie jest taka, że czekamy na rozstrzygnięcie naszego powództwa przez sąd – wyjaśnia rzecznik PFRON-u Tomasz Leleno.
– Owszem, były pewne nieprawidłowości i pracownicy zarządzający projektami utracili już zaufanie biskupa, ale zdecydowana większość tych funduszy została przecież wykorzystana zgodnie z planem. Prowadziliśmy w tej sprawie obiecujące rozmowy z PFRON-em i jesteśmy bardzo zdziwieni, że nagle zażądali natychmiastowego zwrotu wszystkich pieniędzy – nie może wyjść ze zdumienia ks. Mirosław Milewski, kanclerz kurii biskupiej w Płocku.

Prokuratorskie śledztwo w tej sprawie trwa ponad 3 lata i na horyzoncie wyraźnie już widać finał smutny dla Caritasu.
– Postępowanie jest przedłużone do grudnia, bo mieliśmy do wykonania benedyktyńską pracę. Tylko sporządzenie ekspertyz i opinii 900-stronicowego dokumentu zajęło biegłemu grafologowi rok. Do przesłuchania było ponadto mnóstwo świadków, należało zweryfikować mnóstwo faktur i rachunków, wiele czynności prokurator wykonywał osobiście… Ale mamy już twarde dowody, że w Caritasie fałszowano dokumenty księgowe, wypłacając m.in. pieniądze za niewykonane usługi – mówi Iwona Śmigielska-Kowalska, rzecznik prasowy płockiej Prokuratury Okręgowej.
– Sprawa jest banalna, ale niesłychanie żmudna. Co robili? Zatrudniali fikcyjnie pracowników, oczywiście zaufanych swojaków, wykazywali na papierze lipne szkolenia, wynajmowali na niby lokale i kupowali luksusowe wyposażenie, komputery oraz meble, które później gdzieś wywędrowały. Gdyby tak pozwolono nam poszperać w kurii i mieszkaniach księży, ani chybi wiele rzeczy by się odnalazło – marzy policjant z Centralnego Biura Śledczego.

###

Drugie płockie śledztwo dotyczy dokładnie tej samej afery z PFRON-em, tylko że doniesienie na de facto swoich pracowników złożyła… kuria biskupia!

– To klasyczna ucieczka do przodu. Gdy PFRON zaczął coraz ostrzej domagać się zwrotu kasy, a śledztwo potwierdziło fałszerstwa, biskup Piotr Libera (na zdjęciu) zarządził przeprowadzenie wewnątrzkościelnej kontroli w Caritasie, po czym złożył zawiadomienie o przestępstwie. Wprawdzie w statucie tej firmy jest klauzula, że „diecezja i parafie nie ponoszą odpowiedzialności za zobowiązania finansowe Caritasu”, ale zgodnie z owym dokumentem biskup sprawuje najwyższą władzę, czyli ponosi także odpowiedzialność. Prawdopodobnie chodzi im przede wszystkim o uzyskanie statusu pokrzywdzonych, co jest już po prostu skrajną bezczelnością – komentował przed dwoma miesiącami nasz rozmówca z CBŚ.
– W zawiadomieniu kurii są wprawdzie pewne nowe wątki oraz dokumenty, ale większość okoliczności jest nam doskonale i od dawna znana. Musieliśmy jednak wszcząć kolejne śledztwo, bo takie są procedury – podkreśla prokurator Śmigielska-Kowalska.

Policjant okazał się wizjonerem.
„Wyniki audytu kościelnego wskazują na niedopełnienie obowiązków przez osoby zarządzające wymienionymi projektami do 30 czerwca 2008 r. Istnieje podejrzenie nadużycia zaufania wobec kurii oraz biskupa przez osoby zarządzające Caritasem w okresie realizacji projektów (…). Caritas z własnej inicjatywy współpracuje z Prokuraturą Okręgową w Płocku, aby jak najszybciej wyjaśnić tę sytuację. Istotne jest, by zamknięcie sprawy nastąpiło jak najszybciej, a wszystkie osoby winne nieprawidłowości poniosły konsekwencje prawne. Jako podmiot faktycznie pokrzywdzony – Caritas zdecydował się na przystąpienie do postępowania prokuratorskiego w charakterze pokrzywdzonego” – czytamy w specjalnym komunikacie kurii opublikowanym 13 czerwca przez Katolicką Agencję Informacyjną.
– Bardzo nam zależy, żeby prokuratura wskazała konkretne, winne tej sytuacji osoby i aby poniosły one wszelkie konsekwencje prawne – tłumaczy ksiądz kanclerz Milewski.

Czyżby zapomniał, że Caritasem kierował 51-letni ks. prałat dr Jerzy Zając, ulubieniec i sponsor biskupów, który po krótkim „urlopie zdrowotnym” został schowany najpierw na posadzie administratora parafii w Naruszewie, a obecnie rezyduje w podwarszawskim Pomiechówku?

###

Trzecie śledztwo, tym razem w Prokuraturze Rejonowej, to pokłosie naszych publikacji (por. „FiM” 15, 17 i 20/2007) o przestępczym procederze we wspomnianej na wstępie „Metanoi”. Scenariusz był niemalże identyczny, tak jakby ówczesny szef Centrum Psychologiczno-Pastoralnego ks. kanonik dr Romuald Jaworski (obecnie bez przydziału duszpasterskiego) i ks. Zając ukończyli z wyróżnieniem ten sam kurs. Jedyna różnica polegała na tym, że w „Metanoi” oszukali nie tylko PFRON, ale także Urząd Miasta i Starostwo Powiatowe w Płocku (na łączną kwotę ok. 1 mln zł), udzielając fikcyjnej pomocy w ramach „aktywizacji zawodowej osób o znacznym i umiarkowanym stopniu niepełnosprawności poprzez zwiększenie umiejętności w poruszaniu się na rynku pracy” oraz równie iluzorycznego „poradnictwa rodzinom i osobom będącym w trudnej sytuacji życiowej, w celu zapobiegania i zwalczania marginalizacji”.

– Śledztwo jest tak samo pracochłonne, jak w przypadku Caritasu, dlatego wciąż trwa. Przeprowadzane są konfrontacje, ale z ekspertyz grafologicznych wiemy już ponad wszelką wątpliwość, że podpisy wielu beneficjentów biorących rzekomo udział w programach realizowanych przez „Metanoię” zostały sfałszowane, bo nigdy nie korzystali z żadnych porad – potwierdza nasze ustalenia prok. Śmigielska-Kowalska.

###

Żeby nieco poprawić bp. Liberze nastrój, przenieśmy się na chwilę na podwórko ordynariusza diecezji toruńskiej bp. Andrzeja Suskiego, gdzie właśnie zapadł pierwszy werdykt w sprawie afery wywołanej wykryciem nielegalnej umowy barterowej zawartej przez dyrektora tamtejszego Caritasu ks. Daniela Adamowicza z piekarnią prowadzoną przez jego krewniaka (por. „Chleb powszedni” – „FiM” 11/2010). Jak pamiętamy, obaj panowie zawarli tajny pakt, że w zamian za mąkę, cukier, masło, mleko i dżemy otrzymywane przez Caritas z unijnego programu „Dostarczanie nadwyżek żywności najuboższej ludności Unii Europejskiej”, które – jak sama nazwa wskazuje – powinny trafiać do najbiedniejszych, piekarz zaopatrywać będzie w pieczywo i ciastka studentów mieszkających w zarządzanej przez ks. Adamowicza bursie Caritasu w Przysieku pod Toruniem. Pierwszym efektem kontroli przeprowadzonej przez urzędników Agencji Rynku Rolnego jest nakaz zapłaty przez wielebnego 33 tys. zł. Postępowanie karne w toku.

[2010] FaktyiMity.pl 26(538)/2010

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: