FiM – Chleb powszedni

W 2010 r. Caritas otrzyma z Unii Europejskiej do rozprowadzenia wśród najuboższych artykuły spożywcze o łącznej wartości ok. 133 mln zł. Adresaci tej pomocy żywią się nadzieją, że i dla nich coś zostanie…

Ksiądz prałat Daniel Adamowicz (na zdjęciach) kieruje Caritasem Diecezji Toruńskiej, ale pracuje w zasadzie na czterech etatach, bo równolegle jest też dyrektorem trzech „córek” owej firmy (Bursa Akademicka, Ośrodek Szkoleniowy im. Jana Pawła II oraz Centrum Wolontariatu – wszystkie w Przysieku k. Torunia). Wiadomo, że prowadząc tyle interesów jednocześnie, trzeba mieć absolutnie zaufany personel, toteż prałat przyjął do roboty w Caritasie swoją siostrę Emilię z mężem i synem oraz brata Arkadiusza z żoną Beatą. Wielebny ma jeszcze dalszą rodzinę, ale że wszystkich na garnuszek charytatywnej organizacji wziąć się nie da, załatwia krewniakom robotę w charakterze podwykonawców rozmaitych usług, hojnie wynagradzając ich atrakcyjnymi towarami z darów, które powinny trafić do najuboższych.

Państwowa Agencja Rynku Rolnego administruje stałym programem unijnym noszącym nazwę „Dostarczanie nadwyżek żywności najuboższej ludności Unii Europejskiej”. W skrócie rzecz ujmując: ARR (jako płatnik) podpisuje i nadzoruje realizację umów z wyłonionymi w przetargu przedsiębiorcami, którzy – w zamian za nieprzetworzony towar z tzw. zapasów interwencyjnych Unii – dostarczają do magazynów uprawnionych organizacji charytatywnych gotowe artykuły spożywcze (Federacja Polskich Banków Żywności – według danych ARR, odbiorca ok. 49 proc. wszystkich dostaw, Caritas Polska – 34 proc., Polski Komitet Pomocy Społecznej – 15 proc. oraz Polski Czerwony Krzyż – 2 proc.). Wymienione organizacje za pośrednictwem swoich placówek na terenie całego kraju (w przypadku Caritasu są to jego agendy diecezjalne i parafialne) zajmują się dalszym rozprowadzaniem żywności, przy czym pod żadnym pozorem nie wolno im dalej jej przetwarzać, bowiem produkty powinny trafiać bezpośrednio i bezpłatnie do rąk najuboższych (według szacunków organizacji charytatywnych – do około 4 mln osób).

Jaka jest ogólna wartość tej pomocy? W 2008 r. Polska otrzymała równowartość kwoty 188,5 mln zł, w roku minionym ponad 347 mln zł, a na bieżący przypada 412 mln zł (więcej otrzymały tylko Włochy), co oznacza, że na Caritas przypada obecnie ponad 140 mln zł.

Faktyczna wartość żywności, która powinna dotrzeć do biednych, jest pomniejszona o koszty uboczne (administracyjne organizacji charytatywnych – ok. 1 proc., transport – średnio 4 proc.), ale summa summarum w grę wchodzą gigantyczne pieniądze, bo na przykład w 2010 r. tylko Caritas Polska otrzyma w naturze: 4310 ton mąki pszennej, 3557 ton różnych makaronów, 502 tony kaszy jęczmiennej, 1401 ton płatków kukurydzianych, 952 tony musli, 598 ton kawy zbożowej, 1043 tony herbatników, 686 ton serów żółtych i 790 ton topionych, 2223 tony dań gotowych na bazie kaszy i 2485 ton na bazie makaronu, 2325 ton krupniku i 2974 tony zupy pomidorowej z makaronem, 868 ton masła „ekstra”, 1140 ton cukru i 685 ton dżemu oraz 14,3 mln litrów mleka pasteryzowanego.

Ks. Adamowicz opowiada, że zaangażowanie Caritasu w dystrybucję żywności „niesie za sobą elementy edukacyjne i wychowawcze”, a jeśli chodzi o ten jego rodzimy toruński, to ponad wszystko zależy mu, „żeby pomagając, nie deprawować”. Popatrzmy więc, co zrobił z częścią działki otrzymanej w podziale łupów…

Wielebny dyrektor wywodzi się ze wsi Czarże pod Bydgoszczą, gdzie jego kuzyn Stanisław S. prowadzi wraz z małżonką Marleną piekarnię i cukiernię. Przed kilkunastoma dniami wyszło na jaw, że pan Stanisław już od 2007 r. realizuje podpisaną z krewniakiem umowę barterową, na podstawie której z dostarczonych mu przez Caritas surowców wypieka chleb dla przykościelnego akademika w Przysieku („Bursa jest domem katolickim, którego mieszkańcy winni zabiegać o pogłębianie ducha wspólnoty chrześcijańskiej. Codzienna Msza św. oraz inne formy modlitwy wspólnotowej należą do najważniejszych punktów dnia” – czytamy w statucie placówki, mającej specjalnego „wychowawcę” w osobie ks. Dariusza Iwańskiego i wymagającej od kandydatów rekomendacji proboszcza), zatrzymując dla siebie część mąki, cukru, mleka oraz dżemu, żeby nie tyrać za darmo.

Według wersji ks. Adamowicza, za 35 ton mąki i 3 tony cukru plus bliżej nieokreśloną ilość pozostałych produktów przekazanych kuzynowi w 2009 roku, do ok. 40 studentów w Przysieku trafiało codziennie 15–20 bochenków chleba, a okazjonalnie także pączki lub drożdżówki.

Policzmy: 9 miesięcy nauki to circa 275 dni, czyli maksimum 5,5 tys. standardowych (0,7 kg) bochenków. A ile można ich wypiec z 35 ton mąki?
– Co najmniej 67,5 tys. bochenków. Uwzględniając wszystkie koszty pośrednie, pocałowałbym w rękę zleceniodawcę, który za 5,5 tys. sztuk chleba dałby mi 15 ton mąki. Pączki dorzuciłbym gratis, zaś o pozostałych dodatkach to już nawet bym nie wspomniał – podkreśla łódzki piekarz Mariusz K.

Do biura toruńskiego Caritasu oraz piekarni i sklepu w Czarżu weszła policja. Zabezpieczono dokumenty oraz produkty spożywcze (mąka, cukier, dżemy, czekolady, makarony, olej) nieznanego pochodzenia.
– Mieliśmy sygnały, że w Czarżu na potęgę handluje się cukrem i mąką w opakowaniach wskazujących na produkcję typowo chałupniczą. Ile pochodziło z magazynów Caritasu, jeszcze nie wiadomo, ale wszystko wskazuje na to, że towar dostarczano do Czarża całymi tonami. Poszli na bezczelnego, zakładając, że „czarnych” nikt nie ośmieli się ruszyć – zauważa policjant z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą KWP w Bydgoszczy.
– Mogę na razie ujawnić jedynie tyle, że funkcjonariusze dokonali przeszukań i zabezpieczyli dowody w sprawie, ale nikomu nie postawiono jeszcze zarzutów – mówi komisarz Monika Chlebicz, rzecznik bydgoskiej policji.
– Nasi kontrolerzy sprawdzają prawidłowość dystrybucji przez Caritas żywności z programu unijnego. Do czasu zakończenia prac nie mogę podać żadnych dodatkowych informacji – zastrzega Iwona Ciechan, rzecznik Agencji Rynku Rolnego.

A co na to prałat?
„Chleb i pączki wyprodukowane z tego, co dostarczyliśmy, dostawaliśmy z powrotem dla naszej bursy w Przysieku. Były konsumowane przez mieszkających tam studentów, którzy też wywodzą się z biednych rodzin” – tłumaczy ks. Adamowicz na łamach lokalnej prasy, zapewniając, że w papierach wszystko ma w porządku.

„Czas już pomyśleć o majowym weekendzie. W tym roku przygotowujemy się do wyjazdu do Hiszpanii” – planują „ubożuchni” studenci na stronie internetowej bursy, ujawniając nieopatrznie, że dzięki czułej opiece wielebnego dyrektora posiłki przygotowują sobie „z produktów dostarczanych przez Caritas”.

Czyli okazuje się, że takie coś jednak tuczy…

Świątobliwi dobroczyńcy sprawiają wrażenie, jakby specjalnie szkolono ich, co mówić i o czym milczeć, gdy zostaną schwytani za łapę. Opisywaliśmy niedawno aferę z nieruchomością (chałupa i 6,6 tys. mkw. gruntu) we wsi Liwki na Podlasiu, którą wicedyrektorka Caritasu Archidiecezji Warszawskiej kupiła od kierowanej przez siebie organizacji za drobne 10 tys. zł, choć zgodnie z życzeniem ofiarodawców posiadłość miała pełnić funkcje charytatywne („D.O.M.” – „FiM” 8/2010).
I cóż się okazuje?

„Szeroko znana jest praktyka nawet nieodpłatnego przekazywania nieruchomości w kontekście przyszłych nakładów. Nakłady poniesione przez nabywcę na nieruchomość, o której tutaj mowa, wielokrotnie przekroczyły już cenę sprzedaży (…). Jest poza tym rzeczą oczywistą, że opinia rzeczoznawcy o wartości nieruchomości bynajmniej nie gwarantuje ani nie zobowiązuje stron obrotu do transakcji na tym poziomie” – czytamy w oświadczeniu podpisanym przez ks. Zbigniewa Zembrzuskiego, szefa archidiecezjalnej firmy, oraz jego zastępczynię Barbarę Czarnocką osobiście uwikłaną w Liwki. Jakby nie czytali własnego statutu, gdzie w paragrafie 15 stoi jak byk, że jest absolutnie niedopuszczalne wyprzedawanie majątku Caritasu „na rzecz członków organów lub pracowników oraz ich osób bliskich, na zasadach innych niż w stosunku do osób trzecich, w szczególności jeżeli przekazanie to następuje bezpłatnie lub na
preferencyjnych warunkach”…

Weźmy inny przykład:
Uchwałami Prezydium Senatu Caritas Polska otrzymał w ostatnich dwóch latach z budżetu państwa na „paczki świąteczne dla Polaków na Wschodzie” 740 tys. zł i 432 tys. zł, zaś na organizowaną w ośrodkach kościelnych nachalną indoktrynację religijną – zwaną „organizacją wypoczynku letniego dzieci i młodzieży polonijnej w Polsce” – odpowiednio 3 mln 655 tys. zł i 2 mln 800 tys. zł.

Sprawdziliśmy wyrywkowo sprawę paczek. Choć w fakturach przedstawionych Kancelarii Senatu wszystko zgadza się co do złotówki, to z wewnętrznych dokumentów Caritasu dowiadujemy się, że:

# wartość artykułów żywnościowych, odzieży i środków czystości wysłanych w 2008 r. na Wschód za pieniądze publiczne wyniosła niewiele ponad 400 tys. zł (gdzie się podziało prawie 250 tysięcy złotych?!);

# dary trafiły do „rodzin zamieszkujących diecezję grodzieńską” (Białoruś) oraz „ubogich Polaków z diecezji lwowskiej i kamienieckiej” (Ukraina), co oznacza, że swołocz, która mimo polskich korzeni nie wyznaje katolicyzmu, nie dostała nawet rolki papieru toaletowego…

„Jest to nasz wspólny wkład w dzieło przywracania nadziei osobom ubogim i pokrzywdzonym przez los” – chwali Caritas Kancelarię Senatu, nawet słowem nie wspominając, gdzie zawieruszyła się im góra kasy. W 2010 roku będzie pewnikiem znacznie więcej tych „ogonów”, bo już złożyli w Senacie zapotrzebowanie na rekordowe 5 mln 310 tys. zł…

[2010] FaktyiMity.pl 11(523)/2010

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: