FiM – Bagno Caritasu

Prokuratura skierowała do sądu dwa akty oskarżenia przeciwko świątobliwym oszustom z Caritasu Diecezji Płockiej oraz przykościelnego Centrum Psychologiczno-Pastoralnego „Metanoia”.

O skarżeniem objęto w sumie trzech utytułowanych i wpływowych do niedawna duchownych oraz ich dziesięciu świeckich pomocników. W przypadku byłych dyrektorów Caritasu (ks. prałat dr Jerzy Z. i jego następca ks. Janusz W.) zarzuty dotyczą przekrętu na łączną kwotę ponad 13,6 mln zł przy realizacji czterech projektów pomocowych finansowanych z kasy publicznej („Razem Możemy Więcej”, „Praca bez Barier”, „Ośrodki Aktywizacji Zawodowej Osób Niepełnosprawnych”, „Pomocna Dłoń”), czyli wyrządzenia tzw. szkody majątkowej wielkich rozmiarów, za co grozi im kara pozbawienia wolności do lat 10.

– Księżom zarzucono niedopełnienie obowiązków wynikających ze sprawowania nadzoru nad realizacją projektów, nieprawidłowe dysponowanie środkami pieniężnymi, nieodpowiednie dokumentowanie wydatków, nieterminowe i niewłaściwe rozliczanie środków przekazanych przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych, a pozostałym pięciu oskarżonym – podrabianie dokumentów (do 5 lat więzienia – dop. red.). Sprawa zostanie rozpoznana przez Sąd Okręgowy w Płocku – ujawnia Iwona Śmigielska-Kowalska, rzecznik prokuratury.

Wielebni dostawali z PFRON pieniądze na „podniesienie umiejętności pracowników merytorycznych, przygotowujących osoby niepełnosprawne do funkcjonowania na rynku pracy” (1,39 mln zł), organizowanie szkoleń dla pracowników Caritasu celem „podniesienia ich umiejętności oraz kwalifikacji zawodowych” (1,31 mln zł), wspieranie osób ze znacznym i umiarkowanym stopniem niepełnosprawności „poszukujących pracy i mających największe trudności z jej znalezieniem” (5,61 mln zł) oraz „rozwijanie i przystosowanie do potrzeb niepełnosprawnych pomieszczeń, w których pracownicy Caritas mieli udzielać porad” (6,79 mln zł).

W praktyce stosowano takie metody jak umieszczanie nazwisk ludzi zmarłych lub osób fikcyjnych na liście podopiecznych korzystających z usług refundowanych przez PFRON (m.in. w zakresie rehabilitacji zawodowej i społecznej niepełnosprawnych); preparowanie dokumentacji szkoleń, które nigdy się nie odbyły, lub przeprowadzanie ich w szczątkowym zakresie; remontowanie i meblowanie prywatnych mieszkań; wypłacanie „swojakom” honorariów za niewykonaną pracę itp.

A gdy zupa się wylała…

„Caritas z własnej inicjatywy współpracował w tej sprawie z prokuraturą, aby rzetelnie ją wyjaśnić. Przystąpił do postępowania prokuratorskiego w charakterze pokrzywdzonego. Teraz sprawę musi rozstrzygnąć sąd. Chciałbym także zaznaczyć, że Diecezja Płocka i Caritas to dwa odrębne podmioty prawne – Caritas jest instytucją samodzielną. Diecezja nie jest stroną postępowania sądowego” – czytamy w specjalnym komunikacie, wydanym po zamknięciu śledztwa, w którym kanclerz kurii ks. Mirosław Milewski mydli oczy, jakoby przestępstwo wykryto dzięki „audytowi zarządzonemu przez biskupa płockiego Piotra Liberę”, a rzekoma transparentność postępowania wyrażała się w publicznym ogłoszeniu w czerwcu 2010 r. rezultatów kontroli.

Te zapewnienia przełkną jedynie osoby nieświadome, że prokuratura wszczęła postępowanie przygotowawcze trzy lata wcześniej, zaś niby „ogłoszenie” polegało na ujawnieniu „podejrzenia nadużycia zaufania wobec kurii oraz biskupa przez osoby zarządzające Caritasem w okresie realizacji projektów” oraz potwierdzeniu faktu zawierania wielomilionowych umów „bez wymaganej zgody organów nadrzędnych – biskupa miejsca oraz Stolicy Apostolskiej”. Prezentując w 2010 r. wyniki audytu, nie ujawniono w istocie żadnych szczegółów, natomiast kanclerz i kolejny dyrektor Caritasu ks. Szczepan Bugaj szczególny nacisk położyli na nieuzasadnione – ich zdaniem – żądania PFRON, aby natychmiast oddali państwu całą kasę, „nie biorąc pod uwagę, ile z tych funduszy zostało realnie wykorzystanych w projektach”. Ksiądz Milewski dodał wówczas, że owszem – zwrócą… po prawomocnym wyroku nakazującym zapłatę, i „pieniądze nie będą pochodzić z datków na powodzian czy potrzebujących”. Krótko mówiąc: czekaj tatka latka…

– Audyt był klasyczną ucieczką do przodu, bo gdy PFRON zaczął coraz ostrzej domagać się zwrotu kasy i śledztwo potwierdziło fałszerstwa, kuria wpadła na pomysł, żeby uzyskać status pokrzywdzonej. Choć w statucie Caritasu znajdował się zapis, że biskup sprawuje najwyższą władzę, czyli ponosi także odpowiedzialność, chcieli w ten sposób odesłać windykatorów do osób fizycznych bezpośrednio winnych nadużyciom, a że ci są oficjalnie goli jak święci tureccy, należność jest praktycznie nieściągalna – tłumaczy policjant z Płocka.

###

Afera Metanoi (organizacja powołana dekretem biskupa płockiego w celu „udzielania pomocy ludziom przeżywającym trudności psychiczne i duchowe”) dotyczy wyłudzenia ponad 1,8 mln zł dotacji z Europejskiego Funduszu Społecznego i PFRON przy realizacji projektu „Serce-Sercu”, zakładającego aktywizację zawodową około 1000 osób o znacznym i umiarkowanym stopniu niepełnosprawności „poprzez zwiększenie ich umiejętności w poruszaniu się na rynku pracy”. Według prokuratury najwięcej brudu za pazurami mają: były dyrektor Centrum ks. kanonik dr. Romuald J. i prywatnie z nim zaprzyjaźniona wicedyrektor Ewa K. (koordynatorka projektu) oraz Jarosław K., zatrudniony niegdyś w tej firmie jako doradca zawodowy. Wszyscy idą w zaparte, natomiast trzy drobniejsze płotki potwierdziły współudział w przestępstwie i zadeklarowały chęć dobrowolnego poddania się karze.

– Oskarżonym zarzucono m.in. popełnienie oszustwa dotacyjnego, polegającego na przedstawianiu nierzetelnych dokumentów. Stwierdzano w nich nieprawdę co do liczby beneficjentów faktycznie przystępujących do projektu oraz podrabiano podpisy na dokumentach, służących do uzyskiwania kolejnych transz dotacji na realizację projektu. Tę sprawę rozpozna Sąd Rejonowy w Płocku – wyjaśnia prok. Śmigielska-Kowalska. Mechanizm był niemal identyczny jak w przypadku Caritasu:

# Zatrudniano „znajomych królika”, którzy w pracy pojawiali się tylko raz w miesiącu, aby podpisać listę obecności i odebrać pensję;

# Tworzono fikcyjną sprawozdawczość, mającą uwiarygodnić przyjazdy beneficjantów z domów pomocy społecznej do siedziby Metanoi (np. faktury za przewóz), a niektórzy podopieczni DPS-ów składali podpisy pod dokumentami o nabyciu „umiejętności poruszania się na rynku pracy” w kompletnej nieświadomości wynikającej ze stopnia upośledzenia. Ponieważ odpowiednia frekwencja była warunkiem koniecznym uzyskania z PFRON kolejnych transz dofinansowania, dowodząca Centrum ekipa nie gardziła także autografami osób trwale przykutych do łóżek, które rzekomo zgłaszały się w poszukiwaniu pracy, choć już nigdy w życiu nie będą w stanie jej podjąć;

# Po zaledwie jednym „szkoleniu” wyłudzano podpisy in blanco o uczestnictwie w kolejnych turach zajęć itp. Wypada podkreślić, że w wykryciu i zneutralizowaniu oszukańczych machinacji mamy swój niezaprzeczalny udział. Ilustruje go poniższe kalendarium wydarzeń:

# 10 kwietnia 2007 r. w godzinach porannych wysłaliśmy płockiej prokuraturze faksem tekst oddawanego do druku artykułu o wyłudzeniach, który opinia publiczna miała poznać w piątek 13 kwietnia („Kościelna Metanoia” – „FiM” 15/2007);

# Postanowieniem z 11 kwietnia wszczęto śledztwo (sygn. 1 Ds. 758/07), a już nazajutrz w siedzibie Metanoi pojawiła się policja z nakazem wydania dokumentacji dotyczącej opisanych przez nas nieprawidłowości. Dzięki pewnej „dobrej duszy” pracującej w Centrum cały czas trzymaliśmy rękę na pulsie, więc gdy ks. kanonik J. zwiódł funkcjonariuszy, twierdząc, że nie wszystko może im oddać, bo nie ma kluczy do niektórych pomieszczeń (w dniu przeszukania wicedyrektor Ewa K. miała wyjazdowe spotkanie z niepełnosprawnymi w Łodzi), już dwa dni później wskazaliśmy śledczym, gdzie i jakie ukryto dokumenty (sfałszowane lub podpisane in blanco). Po spławieniu przez księdza J. policjantów w Metanoi uruchomiono wszystkie niszczarki do papierów, natomiast informatyk Marcin W. przez całą noc biedził się nad wymazywaniem danych z pamięci komputerów, ale powtórne przeszukanie oraz przesłuchania wskazanych przez nas osób pozwoliły zabezpieczyć wystarczająco dużo dowodów przestępstwa.

###

Zarówno w przypadku Caritasu, jak i Metanoi żaden z głównych podejrzanych nie spędził choćby dnia w areszcie, zaś obecnie:

# ks. prałata Z. (54 l.) po krótkim „urlopie zdrowotnym” biskup schował najpierw na posadzie administratora parafii w Naruszewie, a później powierzył mu funkcję rezydenta przy parafii w P. nieopodal Warszawy. Ksiądz Janusz W. (41 l.) jest proboszczem w D.;

# Ksiądz kanonik J. (63 l.) został bezterminowo „urlopowany” przez bp. Liberę ze stanowisk wykładowcy psychologii w Wyższym Seminarium Duchownym i Soborowym Studium Teologiczno-Pastoralnym Diecezji Płockiej (filia Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego). Sprawuje zaszczytną funkcję przewodniczącego pewnej ogólnopolskiej organizacji zrzeszającej psychologów chrześcijańskich i pracuje w katolickim ośrodku terapeutyczno-edukacyjnym.

Ciekawostką polityczną są losy oskarżonego Jarosława K. (39 l.), byłego doradcy zawodowego w Metanoi, który będąc aktywnym działaczem PSL, startował w wyborach na wójta gminy B., a gdy przegrał, prezydent Płocka Andrzej Nowakowski (PO) dał „koalicjantowi” posadę p.o. dyrektora jednej z najważniejszych miejskich instytucji, choć nie stanowiło już wówczas tajemnicy, że lada moment usłyszy on zarzuty.

Gdy jedna z radnych zapytała interpelacją, czy to ładnie, prezydent odpowiedział nie na temat, że „zgodnie z wyjaśnieniami złożonymi przez Pana Jarosława K (…) był on zatrudniony w CPP Metanoia na stanowisku doradcy zawodowego w ramach umowy o pracę na pół etatu”, a kilka dni później pan Jarosław został już dyrektorem pełną gębą. Po skierowaniu aktu oskarżenia do sądu Nowakowski zaczął lansować wersję, że „na chwilę obecną brak jest podstaw do podejmowania działań” wobec kolegi, bo „sprawa jest w toku, a wina nie została jeszcze udowodniona”…

[2013] FaktyiMity.pl Nr 12(681)/2013

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: