DOM

Stanisław L. odznaczał się wielką pobożnością i czcią dla kleru archidiecezji gnieźnieńskiej. Został więc dyrektorem caritasowskiego Domu Dziecka „Słoneczna Przystań”. Było pięknie aż do chwili, gdy wyszło na jaw, że drań molestuje nieletnie sieroty.

Kołdrąb to mała, zapyziała wioska na Pałukach – kilka podupadających gospodarstw, trochę lasów i jeziorko. Ludziska już dawno potracili tu nadzieję, że można jeszcze jakieś sprawy wziąć we własne ręce. Chyba z tej niemocy i beznadziei nikt nie reagował na to, co działo się przez parę lat w miejscowym „bidulu”.

Dyrektor L. bardzo dbał, by uchodzić w okolicy za człowieka bez skazy. Co rusz w lokalnych mediach pojawiały się więc notatki o tym, co też L. zrobił dla swoich podopiecznych. A to uruchomił małe studio nagrań, a to zrobił remont dachu, a to zorganizował Gwiazdkę dla dzieciaków, a to znów stworzył grupkę wokalną „Dzieci Boże”. Zespół ten nawet odnosił sukcesy na religijnych festiwalach. Zdobył też zgodę popularnej grupy „Kelly Family” na śpiewanie ich polskojęzycznych przebojów. Pochwały, jak zawsze w takich sytuacjach, zbierał wyłącznie dyrektor.

Jednakże dzieci boże z kołdrąbskiego domu dziecka przeżyły ze „słonecznym” Stanisławem L. prawdziwie sądne dni i lata. Caritasowski dyrektor bardzo lubił zapraszać do swojego gabinetu dziewczynki, niekiedy nawet 13-letnie. Scenariusz zawsze był taki sam. L. wzywał do siebie, częstował winem i zmuszał dzieci do wspólnego oglądania pornosów. Potem rozochoconego drania dziewczynki musiały zaspokajać na różne sposoby, głównie chodziło mu o seks oralny. W nagrodę ofiary dostawały drobne upominki: kosmetyki, buty, ciuszki. Kupowane, rzecz jasna,  i tak za pieniądze domu dziecka. Podopieczne, które stawiały opór, były przez dyrektora poniżane i wyzywane. Do najłagodniejszych epitetów należało nazwanie dziewczynki „śmierdzącą szmatą”.

Przez kilka lat Stanisław L. wykorzystał przynajmniej kilkanaście dziewczynek. O tylu pokrzywdzonych wie prokuratura, ale w takich sprawach jest to często tylko wierzchołek góry lodowej. Dzieci maltretowane seksualnie wstydzą się bowiem opowiadać o tym, co przeżyły. Zamykają się w sobie i zaczynają mówić po latach albo… nigdy. Jak mówią psychologowie, przymus seksualny wobec dziecka tak głęboko je rani, że leczenie psychiki może trwać nawet kilkanaście lat.

Pikanterii tej pedofilskiej makabrze w przytulisku Caritasu dodaje fakt, iż w Kołdrąbiu jako wychowawczyni pracowała żona Stanisława L. Mieli dwójkę dzieci i wszyscy razem mieszkali także w… „Słonecznej Przystani”. Kobieta twierdzi, że o niczym nie wiedziała. O upodobaniach swego protegowanego nic nie wiedzieli też księża i biskupi wizytujący dom.

Prokuratura postawiła Stanisławowi L. 26 zarzutów. Zarówno akt oskarżenia, jak i sam proces, w którym zeznawało blisko 70 świadków, był tajny. Kilka dni temu sąd skazał byłego już dyrektora na 6 lat więzienia. Ale jednocześnie ten sam sąd uchylił w kwietniu areszt tymczasowy nałożony na pedofila. Obrońca skazanego zapowiedział apelację, bo L. nie przyznaje się do przestępstw i chce uniewinnienia. Kto wie, może więc świętojebliwy pedofil wystara się o zmniejszenie wyroku i zawieszenie jego wykonania? Z tak dobrą opinią…

[2002] FaktyiMity.pl Nr 44(139)/2002

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: