Kłopoty z darami – Caritas pod lupą policji

Co stało się z tonami mąki i cukru, jakie toruński Caritas dostał od Agencji Rynku Rolnego i miał rozdać najuboższym? Bada to sama ARR oraz policja

Rozdawanie żywności – m.in. mąki, cukru, dżemów – to unijny program pomocowy powstały z myślą o najuboższych. Realizuje go Agencja Rynku Rolnego, skąd jedzenie trafia do czterech polskich instytucji: Caritas, Polskiego Czerwonego Krzyża, Banków Żywności oraz Powiatowych Centrów Pomocy Rodzinie. Te z kolei mają za zadanie rozdać produkty swoim podopiecznym będącym w największej potrzebie. Żywność trafiała też do toruńskiego oddziału Caritas. Ten jednak nie przekazał jej dalej. Mąka, cukier i dżemy miały trafić do piekarni w podbydgoskim Czarżu, gdzie były przerabiane na chleb i słodkości dla ubogich studentów mieszkających w prowadzonej przez Caritas bursie. I to właśnie budzi kontrowersje, bo jedzenie z darów nie powinno być w ten sposób wprowadzane w obieg. – Niedobrze, że zaangażowano zewnętrzną firmę – mówi Henryk Igliński, dyrektor ARR w Bydgoszczy. – Inaczej sprawa wyglądałaby, gdyby produkty trafiły do kuchni w samej bursie.

Co na to ks. Daniel Adamowicz, szef Caritas? Wczoraj duchowny był nieuchwytny, jednak wcześniej przyznawał w mediach, że przekazywał jedzenie piekarni. Wyjaśniał, że dostarczenie mąki studentom nie miałoby sensu, bo nic nie byliby w stanie z nią zrobić.

Na tym jednak nie koniec wątpliwości wokół działalności toruńskiej instytucji dobroczynnej. Bydgoska ARR – oprócz badania zasadności zlecenia wypieku piekarni z Czarża – sprawdza też, jak Caritas rozliczał się z otrzymywanych towarów. – Oczywiście musimy poczekać na wyniki kontroli, ale mamy sygnały, że są poważne rozbieżności – mówi dyrektor Igliński. – Krótko mówiąc, ze wstępnych danych wynika, że ubogim wydano zaledwie połowę chleba, jaki można by upiec z tej ilości mąki, którą przekazaliśmy Caritas.

Jak donoszą lokalne media, mieszkańcy Czarża twierdzą, że właściciel piekarni – mający być krewnym ks. Adamowicza – część produktów otrzymanych od Caritas po prostu sprzedawał.

Sprawę bada bydgoska policja. – Na tym etapie postępowania niewiele mogę o nim powiedzieć, żeby mu nie zaszkodzić – mówi oficer prasowa Monika Chlebicz. – Obecnie badamy, czy jedna z instytucji charytatywnych naruszyła tylko regulamin Agencji Rynku Rolnego, czy też dodatkowo złamała prawo. Postępowanie na pewno szybko się nie skończy, na ogół czynności związane z przestępstwami gospodarczymi trwają po kilka miesięcy, bo wymagają analizy wielu dokumentów.

Stanowiska w tej sprawie nie chce na razie zajmować toruńska kuria, której podlega Caritas. – Zaczekamy z tym na wyniki kontroli policji i Agencji, wtedy będziemy mogli mówić o konkretach – mówi rzecznik ks. Andrzej Nowicki. – Dotąd nie wezwaliśmy też do wyjaśnień ks. Adamowicza, bo na tym etapie w sumie nawet nie wiadomo, o co należało by go pytać.

[2010] Gazeta.pl

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: