Klesza opieka oczy wypieka

Aby pomagać biednym, głodnym i słabym, Kościół kat. zbudował biurokratyczną machinę pt. Caritas. Mimo że akwizytorami tej instytucji bywali urzędujący ministrowie (np. buzkowiec Radek Sikorski, który ofiary wymuszał na papierze firmowym MSZ), zaś działalność gospodarczą rozwijała ona ponad prawem (np. wrocławska Caritas potraktowała elementy do foteli jako przedmioty kultu, a o sprowadzanych bez cła samochodach już znudziło się nam pisać), Caritas twierdzi, że dysponuje kasą „nad wyraz skromną”.

Na swoich stronach internetowych deklaruje, że pomaga za pieniądze pochodzące przede wszystkim z samorządów i Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Jaki jest sens karmienia pośrednika pozostającego poza kontrolą darczyńców, skoro instytucje samorządowe i państwowe mają własne agendy wyspecjalizowane w pomaganiu? Czy Caritas pomaga lepiej?

Nadzór nad Caritas Polska sprawuje Konferencja Episkopatu Polski, czyli Glemp z podwładnymi. Nadzór nad Caritas diecezjalnymi – właściwi biskupi. Nawet jeśli raz na jakiś czas Polską wstrząsa skandal, taki jak zabójstwo dyrektora krakowskiej Caritas dokonane przez jego domniemanego kochanka, który dostawał od szefa Caritasu wory pieniędzy, to te osobistości gwarantują ponoć, że merytorycznie wszystko jest cool.

Główne dziedziny aktywności Caritas wymieniamy za stroną internetową Caritas Polska. Ilustrujące je przykłady pochodzą z publikacji w „NIE”.

Dziecko, młodzież, rodzina

* Dom Dziecka prowadzony przez Caritas Archidiecezji Gnieźnieńskiej w Kołdrąbiu. Stanisław L. został aresztowany po siedmiu latach dyrektorowania. Sierotki zarzuciły mu obrzucanie ich wyzwiskami („bękarty, kurwy, dziwki, prostytutki”), bicie po twarzy, niewpuszczanie na noc do domu, pojenie wódą i oglądanie pornoli. Również zmuszanie do robienia lasek i klasycznego rżnięcia.

* Ksiądz z podwarszawskiej Zielonki zorganizował w Jarosławcu kolonie pod patronatem Caritas. Niedarmowe – rodzice bulili po 600 zł. Od lat samorząd Zielonki dofinansowywał Caritas kwotą ok. 40 tys. zł rocznie. Pełnopłatne kolonie w Jarosławiu w luksusowych warunkach kosztowały 630 zł. Dzieciaki od księdza mieszkały w barakach z dykty z dziurawymi ścianami. Z nieszczelnych dachów woda lała się wprost do łóżek. W zamkniętym od 4 lat ośrodku panowała stęchlizna i wilgoć. Podstawą menu były kluski z serem. Program kulturalno-oświatowy kończył się na porannej mszy. Z setki kolonistów prawie sześćdziesięcioro wróciło do domu przed czasem.

Niepełnosprawność

* Krzyś był pensjonariuszem Ośrodka Pomocy Społecznej Caritas pod wezwaniem Miłosierdzia Bożego w Mikołowie-Borowej (Katowickie). Nie był i nie jest upośledzony umysłowo. Miał uszkodzone nogi. Wystarczyło w porę zdecydować się na operację i żmudne ćwiczenia rehabilitacyjne. Miałby szansę chodzić. Przez dwa lata pobytu w ośrodku nie zdołano mu załatwić dziecięcego wózka inwalidzkiego. Dostawał za to leki przeciwpadaczkowe, choć nigdy nie chorował na epilepsję. Ponieważ miał kłopoty ze wzrokiem, dostał okulary. 0,5 dioptrii, choć – jak się potem okazało – potrzebował minus 3,5 dioptrii. W Miłosierdziu Bożym było dużo dzieci po porażeniu mózgowym, ale nie było rehabilitanta specjalizującego się w zwalczaniu pozostałości po tej akurat chorobie ani belfrów przygotowanych do uczenia dzieci z porażeniem. Nie prowadzi się rehabilitacji psychologicznej ani fachowej pracy pedagogicznej. Ksiądz dyrektor zabraniał wywozić dzieci na ćwiczenia do innych ośrodków, żeby „nie zrujnować renomy ośrodka”.

Choroba, podeszły wiek

* W Rzeszowie pod patronatem Caritas działały Warsztaty Terapii Zajęciowej dla Osób z Upośledzeniami Umysłowymi. Remont budynku i utrzymanie chorych sfinansował Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. On również pokrywał koszty utrzymania uczestników warsztatów. W podobnych instytucjach niekościelnych wystarczało na wycieczki i przyzwoite posiłki. Tutaj co dzień podawano zupę i kefir z ziemniakami. Dary od sponsorów. Niezadowolonych opiekunów dyscyplinowano wyrzucając z warsztatów ich chorych krewnych. Preteksty były dwa. Za bardzo albo za mało chory.

* W Blechowie, Pacanowie i Solcu Zdroju sfałszowano podpisy na listach do Parafialnego Ośrodka Zdrowia Caritas. W chęć leczenia się w tej instytucji wmanewrowano ok. 8 tys. chorych. Ich podpisy posłużyły do wyłudzenia państwowego szmalu z kasy chorych. – Zrobiono nas w buca – uznali najbardziej wojowniczy i napisali stosowne protesty.

Skrajne ubóstwo

* Ośrodek Caritas w Płocku. Z oświadczeń byłej pracownicy, kasjerki i zaopatrzeniowca w jednym, wynika, że za pieniądze przekazywane przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej z przeznaczeniem na posiłki dla ubogich dyrektor Caritas zaopatrywał kuchnię pałacu biskupiego; tam też szła część darowywanych produktów. Dyrektor kantował na rachunkach, a żywność darowana biednym przez przedsiębiorstwa przeznaczał dla rodziny na wsi i jej świń.

Klęski żywiołowe, wypadki losowe

* Caritas Polska obdarowała uciekinierów z Kosowa drewnianymi kulami używanymi w latach sześćdziesiątych. Wśród uciekinierów nie było rannych w nogi i kalekich. Zresztą jedyne miejsce, do którego te kule można było bez wstydu przekazać, to muzea etnograficzne.

* Do Sarajewa Caritas z Gdańska zawiózł buty, konfekcję, proszki do prania. Odbiorcą pomocy była tamtejsza Caritas. Dobrocią uraczono jedną, bogatszą stronę konfliktu – tę chrześcijańską kilkakrotnie mniej liczną od muzułmańskiej.

* * *

Na stronach internetowych Caritas Polska w grudniu 2003 r. wciąż można przejrzeć jedynie „Raport finansowy za 2001 rok”. Raport nie obejmuje szmalu przepływającego przez Caritas diecezjalne, bo one mają odrębne osobowości prawne. Caritas Polska jest dla nich jedynie organem koordynacyjno-reprezentacyjnym.

Na projekty krajowe wydano łącznie 15 772 273,42 zł. Najwięcej, bo ponad 11 mln zł, poszło na ofiary klęsk żywiołowych. Kolejne miejsce na liście zajmują stacje opieki Caritas (nieco ponad 2 mln zł). Najmniej kosztowna okazała się walka z narkomanią, uzależnieniami i patologiami, bo do tego celu wystarczy przecież dobry duszpasterz i różaniec (w skali roku 15 tys. zł). Na projekty zagraniczne, czyli ewangelizacyjną misję Kościoła kat., poświęcono blisko 5 mln zł. Ze śmiesznostek: za 1800 zł przygotowano paczki świąteczne dla dzieci z Abchazji, a 2,5 tys. zł wsparło działalność misjonarzy w Zambii.

Raport jest tak skonstruowany, że nie sposób wyczaić, skąd się wzięła która złotówka. Pierwsze miejsce w zestawieniu zajmuje pozycja „budżet”. Stawialibyśmy łupiny przeciwko orzechom, że chodzi o budżet naszego dobrego państwa. Kolejne to „Caritas innych krajów”, „Caritas diecezjalne” oraz „osoby fizyczne i prawne”. Z osób fizycznych wymieniony tylko jeden facet, Stanisław G., który maszynami o wartości 11 033 zł wsparł rolnictwo w Ruandzie.

Za to z wielką ochotą wielebności wszelkiej maści liczą pieniądze zebrane przez Jurka Owsiaka i jego Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, choć ta po każdej edycji rozlicza się publicznie z zebranych pieniędzy. Z każdej złotówki.

I tu dochodzimy do istoty sprawy. Każde ogniwo rządowe lub samorządowe, które udziela pieniędzy instytucji społecznej, powinno być zobowiązane do skrupulatnej kontroli sposobów wydawania tych pieniędzy. Każda organizacja je biorąca powinna się szczegółowo wyliczać z wydatków i być otwarta na kontrole zewnętrzne. Musi to dotyczyć także organizacji kościelnych. Wymaga to ustawy znoszącej wszelkie odmienne regulacje zawarte w innych ustawach. Jeżeli np. Kościół uzna to za sprzeczne z konkordatem, powinno to prowadzić do zakazu udzielenia jego placówkom wszelkich subwencji na cele inne niż literalnie w konkordacie wymienione.

[2003] NIE.pl

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: