Caritas znaczy drożyzna

Co się dzieje z forsą dla ofiar zawalenia się katowickiej hali? Diabli wiedzą.

Największa katastrofa budowlana we współczesnych dziejach Polski wydarzyła się niecałe 2 lata temu. 28 stycznia 2006 r. zawaliła się hala wystawowa Międzynarodowych Targów Katowickich. W hali odbywała się akurat wystawa gołębi hodowlanych. Oprócz gołębi ucierpieli ludzie. Zginęło 65 wystawców i zwiedzających. Ranne zostały 173 osoby.

Z pomocą ofiarom katastrofy ruszyła cała Polska.

Pieniądze dla przywalonych i dla ich rodzin zbierał również Kościół katolicki za pośrednictwem wyspecjalizowanej agendy, czyli Caritasu. Zaczął od wielkiego koncertu w katowickim Spodku, podczas którego kwestowano. Koncert był współorganizowany przez TVP. Zagrały i zaśpiewały gwiazdy polskiej estrady: Maryla Rodowicz, Krzysztof Krawczyk, Beata i Bajm, Perfect, Ira, Blue Café, Łzy, Edyta Górniak.

Wśród sponsorów, którzy przekazywali Caritasowi pieniądze na wsparcie dla ofiar katastrofy budowlanej, znalazł się m.in. Kulczyk Holding oraz trzej operatorzy telefonii komórkowej: Orange, Plus i Era.

Sponsorem Caritasu było także państwo polskie. Na miejscu katastrofy pojawił się prezydent Kaczyński. Obiecał kasę i dał kasę. Kasa trafiła do Caritasu.

Bez zbędnych papierków

Organizowaniem pomocy dla ofiar przeróżnych katastrof zajmują się powołane specjalnie do tego celu agendy rządowe i samorządowe oraz liczne organizacje społeczne z Polskim Czerwonym Krzyżem na czele. Ale wojewoda śląski wszystkich potencjalnych darczyńców odsyłał do Caritasu. W wywiadzie udzielonym Polskiemu Radiu wojewoda Tomasz Pietrzykowski mówił: Wypłacanie pieniędzy budżetowych obostrzone jest różnego rodzaju formalnościami, procedurami administracyjnymi. My jesteśmy z tego rozliczani, kontrolowani, w związku z czym, zdając sobie z tego sprawę, od samego początku wszystkich darczyńców prywatnych czy przedsiębiorców firm, którzy się do nas zgłaszali z propozycją ofiarowania jakichś kwot na pomoc ofiarom, odsyłaliśmy właśnie do Caritasu, wiedząc że Caritas zrobi to lepiej, sprawniej i szybciej niż może to robić administracja rządowa.

Zaś ksiądz dyrektor Krzysztof Bąk kierujący Caritasem Archidiecezji Katowickiej tłumaczył, dlaczego wojewoda ma rację twierdząc, że Caritas działa lepiej niż administracja rządowa:

My mamy ulgi, my nie jesteśmy zobowiązani do takich procedur finansowych, jakie panują czy w bankach czy w urzędach państwowych. Ten pieniądz jest tam obwarowany pewną dokumentacją i pewnego rodzaju procedurą papierkową. Natomiast w Caritas, jak i w innych organizacjach pozarządowych, akurat takiego czegoś nie ma. Owszem rozliczamy się, ale do tych procedur nie jesteśmy zobowiązani.

Ksiądz dyrektor Bąk wygadał się przy tej okazji. Dał przecież do zrozumienia, że pieniądze popłynęły tam, gdzie można je było przeznaczyć na dowolny cel. Nikt poza samym Kościołem nie jest w stanie kontrolować, w jaki sposób zostały wydane. Mogły być przekazane zgodnie z wolą darczyńców na pomoc dla ludzi, którzy ucierpieli na skutek zawalenia się hali wystawowej Międzynarodowych Targów Katowickich, ale równie dobrze mogły pójść na coś zupełnie innego. Na cokolwiek.

Albumik z trupami gratis

Caritas uzbierał – jak oszacowano – ponad 10 mln zł. W głowie się kręci od pomocy, jaką rzekomo dostały wybrane ofiary katastrofy bądź ich rodziny. Według danych z początku roku (nowszych nie sposób odnaleźć) najwięcej pieniędzy, aż 2,75 mln zł, pójść miało na pokrycie kosztów remontów i adaptacji domów oraz mieszkań niektórych ofiar katastrofy. Stypendia dla sierot pochłonąć miały 1,3 mln zł. Wsparcie dla gołębiarzy – prawie 300 tys. zł. Bezpośrednia pomoc dla poszkodowanych – 1,6 mln zł.

Niektóre osoby kasowały nawet i 100 tys. zł. Pewna wdowa miała dostać 112 tys. zł na zapłatę faktur za budowę domu. Inna wdowa z trójką sierot miała otrzymać pomoc o łącznej wartości 111,3 tys. zł. Kolejne dwie wdowy (a zarazem siostry wychowujące wspólnie trójkę dzieci) ponoć otrzymały 55 tys. zł.

Aby nie zapomnieć tego ekscytującego przeżycia, jakim był widok walącego się dachu, wszyscy, których waląca się hala nie zabiła, otrzymali okolicznościowy album poświęcony katastrofie. Koszt wydania albumu – 80 tys. zł.

Wreszcie to, co najważniejsze – wsparcie duchowe. Z wywiadów prasowych wynika, że „wsparcie duchowe” to jest to, „co poszkodowani cenią najbardziej”. Była nim pielgrzymka do Włoch. Uczestniczyło w niej 48 osób. Caritas podaje, że koszt pielgrzymki to 100 tys. zł. Pątnicy spali w prowadzonych przez Kościół domach pielgrzyma, żarli posiłki w prowadzonych przez Kościół garkuchniach. Jakaś część z tych 100 tys. zł wróciła więc do Kościoła katolickiego w formie zapłaty za świadczone przez Kościół usługi turystyczne.

2 tysiaki na niańkę

Niedawno Caritas zorganizował kolejną pielgrzymkę do Włoch dla tych, którzy przypadkiem nie zginęli pod dachem hali wystawowej, albo dla tych, którzy stracili tam najbliższych. Tym razem jej koszt był wyższy. Wyjazd zorganizowała spółka o nazwie Duszpasterstwo Pielgrzymkowe sp. z o.o. Za jednego uczestnika wyprawy spółka policzyła sobie 1,8 tys. zł. W cenie miały być noclegi w trzygwiazdkowych hotelach, wyżywienie, bilety wstępu itp. Katowicki Caritas podał, że każdy uczestnik wyprawy otrzymał jeszcze po 1,5 tys. zł kieszonkowego na zakup euro.

Ponieważ kilkoro uczestników pielgrzymki ma bardzo małe dzieci, a doznania duchowe były dla nich najcenniejsze, Caritas przekazał im dodatkowo po 2 tys. zł. Za te 2 tys. osoby te mogły wynająć opiekunki dla dzieci na czas 9-dniowej pielgrzymki. Jeden z uczestników musiał opuścić chorą matkę. On także miał dostać 2 tysiaki na wynajęcie opiekuna dla chorej. Opiekunami bądź opiekunkami mogli być pracownicy Caritasu, bracia lub siostry zakonne. Wówczas kasa wróciłaby tam, skąd wyszła.

Ponieważ trafiający do Caritasu pieniądz – cytując księdza dyrektora – nie jest obwarowany dokumentacją, można się zastawiać, czy podawane do publicznej wiadomości informacje o rozmiarach pomocy finansowej są zgodne ze stanem faktycznym. I nie chodzi tu o to, by złośliwie się czepiać i szukać dziury w całym. Remonty domów i mieszkań, które nie uległy katastrofie, wydawanie okolicznościowego albumu czy wynagrodzenia opiekunek dla dzieci pozostawionych na czas pielgrzymowo-turystycznych wojaży to chyba dosyć niesamowite pomysły wydawania pieniędzy przeznaczonych na pomoc dla ofiar nieszczęścia.

W IV eRPe Caritas jest tym, czym dawniej był PCK – głównym dystrybutorem pomocy charytatywnej. Gdyby pomoc dla ofiar katastrofy budowlanej w Katowicach rozdzielał PCK, mielibyśmy pewność, że wszystko zostałoby rozliczone co do grosza i ogłoszone publicznie, jak to należy czynić z pieniędzmi społecznymi i państwowymi. Mielibyśmy wówczas wiedzę o tym, na co naprawdę zostały wydane te miliony. W przypadku Caritasu wiedzę zastąpić musi wiara.

[2007] NIE.pl

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: