Biskup smalcem robiony

Pił olej, żarł smalec, kręcił się na krześle obrotowym, aż w końcu został biskupem.

Kiedy się z nim rozmawia, to od razu się czuje, że to dobry człowiek i prawdziwy pasterz dusz ludzkich – napisała czytelniczka „Słowa Polskiego” (19–20 lutego 2000 r.) zgłaszając naszego bohatera na listę wybitnych wrocławian. My z bepe nie gadaliśmy, ale wierzymy, że jest dobrym człowiekiem, pasterzem dusz, a nawet wybitnym wrocławianinem. Mamy w rękach komplecik ślicznych dokumentów.
To m.in. korespondencja urzędowa, którą prowadził z Urzędem Celnym we Wrocławiu dyrektor Caritas Archidiecezji Wrocławskiej ks. dr Edward Janiak, obecny biskup Archidiecezji Wrocławskiej – prałat Jego Świątobliwości. Z dokumentów wyłania się prawdziwe oblicze kościelnego bonzo i instytucji, w której pracuje.

Caritas klik, klik

1 lutego 1993 r. ks. dr Janiak upoważnił pisemnie… Henryka Klika zam. Trzebnica (…) do reprezentowania Caritas Arch. Wrocławskiej i podpisywania dokumentów dotyczących działalności CariKlik będącej przedsięwzięciem gospodarczym Caritasu. Następnego dnia przyszły fiolet zwrócił się do władz Trzebnicy o zarejestrowanie Zakładu „CariKlik”, który ma podjąć produkcję krzeseł obrotowych na podzespołach w części importowanych z Włoch i Niemiec.

Wymienioną działalność gospodarczą Caritas Archidiecezji Wrocławskiej rozpocznie w oparciu o umowę z Henrykiem Klikiem. Wspólne przedsięwzięcie gospodarcze Caritas i biznesmena Klika formalnie zarejestrowano na początku maja 1993 r. Kilkanaście dni wcześniej Henryk Klik jako przedstawiciel firmy H. Klik and Co. z Trzebnicy podpisał umowę z Kooperatiw Pierieswist z siedzibą w St. Petersburgu przy ul. Newski Prospekt 22. Do końca roku Klik miał rosyjskiej firmie sprzedać 8 tys. foteli obrotowych po – średnio – 140 marek niemieckich. Fotele miały trafiać do firmy Edward Corporation, St. Petersburg, ul. Swiedowa reprezentowanej przez Edwarda Ptaka.

Gdy umowa była już gotowa, 19 kwietnia 1993 r. ks. dr Edward Janiak wywalił pismo do dyrektora Urzędu Celnego we Wrocławiu: W związku z rozpoczęciem działalności gospodarczej przez Caritas Arch. Wrocław w firmie przez nas prowadzonej „Cariklik” – w Trzebnicy uprzejmie prosimy o bezcłowe odprawienie części do krzeseł otrzymanych w darze od zakładów Linager Milano w Italii. Informujemy też, że jest to forma pomocy kierowana do Caritas Arch. Wrocławskiej wymagająca wielkiego wysiłku z naszej strony, aby uzyskać środki dla ludzi najbardziej potrzebujących z terenu Dolnego Śląska. Wyprodukowane krzesła planujemy przeznaczyć do wyposażenia domów opieki dla ludzi starych, Seminarium Duchownych i szkół katolickich oraz instytucji dydaktyczno szkoleniowych, które będą wykazywały zainteresowanie naszymi wyrobami. Prosimy o nadanie stosownej interpretacji istniejącego prawa celnego, które daje możliwość zwolnienia z opłat celnych od otrzymanych darów, przeznaczonych na statutową działalność instytucji charytatywnej – Caritas Arch. Wrocławskiej. Liczymy na życzliwe ustosunkowanie się do wnoszonej prośby.

Do lutego 1994 r. było takich dostaw 10. Dyrektor Urzędu Celnego we Wrocławiu zwolnił je z cła i podatku na podstawie ustawy o stosunku państwa do Kościoła katolickiego w PRL, czyli na cele kultu. Urząd Skarbowy Wrocław Śródmieście wspaniałomyślnie zwalniał księdza dyrektora z podatku obrotowego. Pomroczni urzędnicy uwierzyli, że w kościołach, seminariach, a szczególnie w domach starców szerokie zastosowanie znajdują krzesła obrotowe, jako szczególnie w takich instytucjach przydatne.

Zapora, czyli kontrola

W lutym 1994 r. na polecenie GUC odbywały się kontrole celno-skarbowe w różnych firmach podejrzanych o przekręty. Jedna z ekip trafiła – o zgrozo! – do wrocławskiej Caritas. Badano dokumenty. Kontrola wykryła bezcłowy obrót liturgicznymi krzesłami, a także dalsze ich losy. Choć dyrektor Janiak nie przedstawił wszystkich dokumentów dotyczących świętych foteli i twierdził, że reszta jest w firmie Cariklik, to kontrolerzy wykryli, że Caritas nie przeznacza krzeseł na cele charytatywne. Wszystkie zwalniane z cła i podatków transporty elementów foteli trafiały do firmy Cariklik, gdzie były montowane. Obecny biskup tłumaczył, że ok. 30 ton zmontowanych krzeseł wróciło do Caritas, a ta przekazała je m.in. do bibliotek, seminarium, kościoła leśnego, ośrodka zakonnego Salwatorianie w Bagnie i Papieskiego Fakultetu Teologicznego. Dokumentów jednak księżulo nie okazał. Znaleziono za to dokumenty dowodzące, iż 100 foteli Caritas wysłała jako dar do St. Petersburga. W zamian za ten „dar” otrzymała 12,5 tys. marek niemieckich od firmy Edward Corporation zgodnie z umową sprzedaży tychże 100 foteli. Resztę foteli Cariklik sprzedał prywatnej firmie Klika – H. Klik&Co, która zwyczajnie je opychała. Zarobek Cariklik przekazywał Caritas, a ta przeznaczała go ponoć na cele statutowe. Tak tłumaczył Janiak. Kontrolerzy napisali odważnie w pewnym dokumencie, że do archidiecezji nie trafiają wszystkie zmontowane fotele, a kościelne cwaniaki zwyczajnie nimi handlują.

Warto zaznaczyć, że 8 tys. foteli, o których mowa w umowie sprzedaży do Rosji, liczone po 140 marek daje w sumie ponad 1,1 mln marek (dziś to będzie ponad pół miliona euro), więc kasa była z tego niewąska. Mamy numery SAD, czyli dokumentów odpraw celnych 10 tirów pełnych „darów” – części do foteli. Każdy tir zabiera bez trudu 25–30 ton. Było to zatem najskromniej licząc 250 ton (ćwierć miliona kilogramów!) elementów. Gotowy fotel nie waży więcej niż kilka kilogramów, a przy rachunku trzeba odjąć wagę tapicerki robionej w Polsce, w Carikliku. Łatwo zatem załapać, jaka była skala tych pseudocharytatywnych dostaw. I jaka kasa wchodziła w grę.
Kontrolerzy nie zobaczyli jednak dokumentów.

Święty smalec i kultowy olej

Ks. dr Edward Janiak, dziś biskup, nie ograniczał się do foteli. W połowie grudnia 1993 r. zwrócił się do Romualda Brykmana, dyrektora Urzędu Celnego we Wrocławiu, o zwolnienie z cła transportu oleju rzepakowego, sojowego, słonecznikowego oraz smalcu. (…) Artykuły owe zgodnie z ilością, rodzajem i wartością stanowią dar bratniego CARITAS Holandia, który nabył go po cenie kosztów producenta… W tej sprawie dzisiejszy biskup tego samego dnia do tego samego adresata walnął dwa pisma. W jednym prosił o możliwość bezcłowego przywiezienia do Pomrocznej łącznie 120 ton oleju oraz 60–80 ton smalcu od stycznia do końca marca 1994 r. Zaznaczył, że (…) dary te będą przeznaczone na potrzeby własne instytucji kościelnych, zwłaszcza zaś dla prowadzonych przez Kościół katolicki domów opieki społecznej i pomocy dla kościołów wypełniających swą misję duszpasterską w parafiach i innych skupiskach wiernych, a więc użyte jako pomoc dla najbiedniejszych i potrzebujących, zgodnie z duchem posłannictwa Caritas nakazanego przez Kościół. Dyrektor Brykman już po dwóch dniach wyraził zgodę. W drugim piśmie nie było już mowy o takim detalu. Ks. dr Janiak prosił o zwolnienie z cła 3600 ton olejów, które Caritas miała otrzymywać do końca 1994 r., i 600 ton smalcu, który miał być przywieziony do Pomrocznej od stycznia do końca marca. (…) wiedząc, iż przeznaczymy go do sprzedaży krajowym podmiotom handlowym, by uzyskane tą drogą pieniądze przeznaczyć na pomoc dla potrzebujących, a więc wypełnić nasze posłannictwo. Dyrektor Brykman może by i to pisemko łyknął, gdyby przyszły biskup raczył napisać, że te 4,2 mln kilo tłuszczu rozda biednym i potrzebującym. Janiak napisał jednak, że ma tym zamiar pohandlować, więc Brykman zgody nie wydał.

Kontrolerzy stwierdzili, że w ciągu miesiąca Caritas zdążyła odprawić 4 transporty olejów i świętego smalcu. Ks. dr Janiak oświadczył ustnie, że wszystkie te dary trafiały do rozlewni w świętym mieście Wadowice. Jeden transport po rozlaniu oleju do butelek miał trafić do kuchni instytucji kościelnych. Pozostałe mają być sprzedane przez wadowicką rozlewnię, a kwota ze sprzedaży pomniejszona o koszty opakowań szklanych (ok. 20 proc.) trafi do Caritas, ta zaś przeznaczy pieniądze na pomoc dla potrzebujących.

Kontrolerzy wyłapali bez przeszkód, że dyrektor UC we Wrocławiu zwolnił Caritas z cła i podatku od dóbr wymienionych w pierwszym piśmie, a ta realizowała swobodnie to, co zapowiadała w piśmie drugim: zamiast dawać ubogim, spokojnie opychała całe transporty. Zresztą kontrolerzy nie musieli za bardzo główkować, bo właśnie to wytłumaczył im osobiście dzisiejszy fiolet, co skrzętnie zanotowali. Urzędnicy stwierdzili, że w Caritas brakuje dokumentów, z których jasno by wynikało, jak rozliczane są zarówno fotele, jak i olej. Ksiądz spławił gości oznajmiając, że rozliczenia, o które się dopytywali, dostanie dopiero z końcem roku. W dokumencie, który mamy, urzędnicy napisali, że gdy tych kwitów nie dostaną, UC będzie musiał uchylić pierwotne decyzje i dowalić cło oraz podatki, bo Caritas kłamała twierdząc, że daje wszystko na cele charytatywne. Sam obecny biskup przyznał, że zwalniany z wszelkich opłat towar opycha z zyskiem.

Pod przykrywką Caritas Janiak musiał sprowadzać do Pomrocznej ogromne ilości towarów. Nie na wszystko mamy kwity, ale wystarczy podać, że UC w lipcu 1994 r. upomniał się o dokładne rozliczenie 21 transportów z okresu 14 miesięcy. Janiak zbył ich pisemnie, że wszystko rozdysponował zgodnie z warunkami, na jakich został zwolniony z ceł. Mamy też dokument, w którym obecny ekscelencja kłamie dyrektorowi UC we Wrocławiu, że wszystkie dary potraktował w całości jako pomoc charytatywną. Mimo że kilka miesięcy wcześniej kontrola wykazała, że przynajmniej jeden transport foteli sprzedano do Rosji, a sam ksiądz przyznawał, że handluje darami.

Zyskali wszyscy

Z tej historii rodzą się następujące spostrzeżenia. Dyrektor Romuald Brykman z UC ma się dobrze i ostatnio został szefem Izby Celnej we Wrocławiu, Ks. dr od moralności Edward Janiak, herbu „Oportet Servire”, ma się jeszcze lepiej, bo już w 1996 r. został biskupem. Do roku 2000 zdążył napisać ok. 30 publikacji podejmujących najczęściej tematy natury moralnej. Kolejne spostrzeżenie jest takie, że biedacy na łasce instytucji kościelnych odżywiają się niezwykle niezdrowo, bo pożerają tony smalcu i popijają go charytatywnymi olejami holenderskimi. Nie szkodzi im to jednak, bo olej rozlewano w mieście urodzin papieża.

A tak poważnie. Skoro w ciągu 14 miesięcy – co mamy udokumentowane – jeden klecha potrafił sprowadzać tysiące ton smalcu i urządzeń do krzywienia kręgosłupów, czyli foteli obrotowych, to nie chce nam się nawet myśleć, co i w jakich ilościach sprowadził cały episkopat dla biednych, których jakoś od tej ichniej pomocy nie ubyło. Urząd Kontroli Skarbowej też pytał w Caritas o te dary, ale został olany. Z tego co wiemy, każdy, kto zbyt gorliwie starał się dociec, ile towarów naprawdę sprowadziła Caritas wrocławska i co z nimi zrobiła, jakoś dziwnie szybko żegnał się z robotą.

I jeszcze coś. Przyszli biskupi katoliccy przechodzą szkołę biznesowych przekrętów na wielką skalę. Kiedy potem gromią nieuczciwość, jak ostatnio abepe Życiński – przynajmniej wiedzą, o czym mówią.

[2003] NIE.pl

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: